Dwa tygodnie temu mielismy wolny weekend, ktory postanowilismy wykorzystac na pewna mala podroz - by zwiedzic Laguna Verde (Zielona Laguna) w kraterze wulkanu Quilotoa.
Quilotoa nie jest daleko od Guano, mysle ze ok 150-200 km. Mimo tego, przez uksztaltowanie terenu jedzie sie okolo 5 godzin. I szczerze powiedziawszy, jak jechalismy rozpadajacym sie autobusem (co skret wydawal przerazajace dzwieki) kolo mniejszych i wiekszych przepasci, waziutka droga z zakretami co 100 metrow i samochodami jezdzacymi w dwie strony, naprawde uwazalem ze jedziemy duzo, ale to duzo za szybko. Pomimo strachu jaki mozna odczuwac jadac ta droga (i rowniez sennosci, spowodowanej wysokoscia, nawet w takim autobusie latwo zasnac), trudno nie zwrocic uwagi na niesamowite piekno krajobrazow. Autobus wjezdza na wysokosc okolo 3900 metrow, mniej wiecej tyle ma Quilotoa w najwyzszym punkcie (3,914 m). Jest to park krajobrazowy, wiec na samej gorze trzeba zaplacic - 1 dolar dla ekwadorczykow i 2 dolary dla obcokajowcow (dualizm cen, ktory jest powszechny w Ameryce Lacinskiej osobiscie uwazam za cos bardzo ponizajacego, mniej wiecej daje odczuc jak sie tutaj traktuje "gringos"... Tym razem udalo mi sie wjechac jako ekwadorczyk, hehe :) I jestem w trakcie wyrabiania papierow imigracyjnych, wiec niedlugo z tutejszym dowodem osobistym jako imigranta problem nie bedzie mnie dotyczyl).
Z gory rozciaga sie niesamowity widok na krater, do ktorego pozniej zeszlismy - podobno jakies 400 metrow w dol, jezioro na dnie ma glebokosc 250m. Zejscie nie bardzo trudne, gorzej pod gorke :)
Mielismy duzo szczescia, bo Quilotoa to miejsce bardzo turystyczne, a jako ze odwiedzilismy je w Wielka Sobote i Wielka Niedziele, moglismy cieszyc sie niesamowita cisza i spokojem, jakie tam panuja. Wzielismy ze soba namioty, ale poniewaz bylo bardzo zimno i prawie caly czas popadywalo (a namioty byly beznadziejne :), moj byl jak te najbardziej prymitywne wojskowe, z palatek), skorzystalismy z hostelu* (jedyna "budowla" na dnie krateru) ktory jest nad jeziorem, gdzie zaplacilismy 10 dolarow za lozko (co prawdopodobnie bylo pomylka, powinno raczej byc za osobe), czyli wyszlo 5 dolarow za osobe, w tym sniadanie i kolacja. W tej sytuacji pozostanie w namiotach byloby co najmniej dziwne, jesli nie szalone.... Rano razem z François wsiedlismy na kajak i jakies poltorej godziny plywalismy po jeziorze, wiekszosc czasu w ciszy podziwiajac widoki i zapachy wody i powietrza. I pelne babelkow gorace zrodla przy brzegach - dziwne wrazenie, plywac kajakiem po jeziorze na dnie wulkanu na wysokosci jakichs 3500 - 3700 metrow (nie wiem dokladnie) i ogladac wode, ktora przez bable sprawia wrazenie, jakby sie gotowala... Zrodelka jednak niewielke, a woda, zmieszana z woda jeziora, choc ciepla, nie parzyla.
Co ciekawe, woda jest slona - mozna uslyszec mnostwo historii o tym, ze to przez polaczenie z oceanem (obecne czy w przeszlosci), a takze ze ciala ludzi, ktorzy zagineli tutaj znajdowano w Pacyfiku. Osobisicie jakos mi sie w to nie chce wierzyc :) Zasolenie jest spowodowane prawdopodobnie przez obecnosc minieralow pochodzenia wulkanicznego.
A po kajakach wspinaczka. Po przemysleniach zdecydowalismy sie nie korzystac ani z koni ani mulow, z ktorymi ludzie schodza i wracaja na gore przez caly dzien, kazdy jakies siedem razy dziennie, i razem z plecakami jakos udalo nam sie dotrzec na szczyt o wlasnych silach. Stamtad, po kolejnych pieciu godzinach, znow bylismy w Guano.
Quilotoa sporo zmienila w naszych zyciach w Ekwadorze. Powiedzialbym ze zaskajujaco duzo. Na razie nie bede pisal wiecej, bo zbyt wczesnie na oceny zmian, mam nadzieje ze wszystko co na lepsze pozostanie i za jakis czas o tym napisze :) Zdjecia sa w galerii. Tez w necie i troche informacji na Wikipedii. Quilotoa bardzo fajnie wyglada tez na Google Earth.
21 kwietnia to dzien wyzwolenia Riobamba - wiec tydzien temu rozpoczely sie fiesty. Bylismy zobaczyc przemarsz, szczerze powiedziawszy po fiestach w Guano nic specjalnego, w Guano byly lepsze. Pare zdjec mozna znalezc w galerii.
Wczoraj skonczyla sie kampania wyborcza. Dzisiaj pierwszy dzien ciszy w Guano. Spalem po poludniu przy otwartym oknie, niesamowite :) Pierwszy z 2 dni ktore tutaj sie nazywa "Dniami refleksji" :D No tak, w koncu kampania byla ich pozbawiona, wiec teraz sa dwa dni zeby sie zastanowic i w niedziele isc zaglosowac. W Ekwadorze glosowanie jest obligatoryjne dla 18 -65 lat, od 16 do 18 i po 65 jest fakultatywne. Rowniez fakultatywne jest dla policjantow i wojskowych (ci ostatni wczesniej nie mogli glosowac). W niedziele razem z François idziemy razem z aparatem obserwowac, jak to wszystko wyglada tutaj.
No coz, na razie tyle.
*no dobra, Hostel to nie jest slowo na kilka pomieszczen krytych strzecha z lozkami z jedna dziura w ziemi sluzaca jako toaleta wspolna dla wszystkich, bez wody i elektrycznosci i prowadzonych przez dzieci - jest to wlasnosc spolecznosci mieszkajacej na szczycie krateru, i kazdy musi tam pracowac. Zmieniaja sie co tydzien, za ktory dostaja 15 dolarow (!! ........). Jakos sie nie dziwie, ze posylaja tam dzieci, by pracowaly i przypuszczam ze tak jest przez wiekszosc czasu....
Festivalfff 2012
Hace 13 años
P.B.:
ResponderEliminarWurka, tylko dotad doczytalem:
"jestem w trakcie wyrabiania papierow imigracyjnych, wiec niedlugo z tutejszym dowodem osobistym jako imigrant problem nie bedzie mnie dotyczyl)."
Ty sobie, bucu, nie mysl, ze zostaniesz w Ekwadorze, a nas zostawisz:> Ide pisac wniosek na mikro, a potem moze przeczytam Cie dalej, lachudro:>
P.B.
ResponderEliminarPomijam juz, ze podziwiam Twoja wersje polskiej gramatyki :>
No cóż, też chciałabym wiedziec coś więcej na temat emigracji...
ResponderEliminarmom
Panie Janie, coś Pana długo nie słychać ????
ResponderEliminarPoza tym też coś więcej o papiórach imigracyjnych chciałbym wiedzieć, rozumiem że to nie oznacza, iż starasz się o ichniejsze obywatelstwo, to akurat chyba nie byłoby zbyt mądre ??!!??
Pozdrawiam,
Przemek