Viscaya
Zaraz jak wrocilem z podrozy na poludnie, wpadlem w wir pracy. Jakos dwa dni po powrocie udalem sie do wsi Viscaya w Cantón Baños, gdzie odbyla sie konferencja Grupo de Trabajo Sierra-Centro na temat ochrony srodowiska, a dokladniej w tym wypadku – ochrony spolecznosci przed firma narodowa hydroelektryczna, ktora chce zabrac im rzeke i w rurach poslac ja do Baños. Nie mowiac już o szkodach, jakie to dzialanie przyniesie dla srodowiska, spolecznosc ostanie się bez rzeki, istotnej dla ich dziennych prac i być moze dla ich tozsamosci. Woda jest problemem bardzo istotnym w Ekwadorze (chociaz sytuacja nie jest tak powazna jak, dajmy na to, w Perú). Zgodnie z konstytucja Ekwadoru spolecznosci mają prawo decydowac o swoim otoczeniu i bronic się przed takimi interwencjami, niestety prawa te są bardzo rzadko przestrzegane, a polityka firm, narodowych i miedzynarodowych po prostu barbarzynska – w duzym skrocie: sklocanie mieszkancow między soba, oszukiwanie ich poprzez demagogiczne obietnice, przekupywanie drobniakami, a jeśli to wszystko zawiedzie – grozenie smiercia liderom oporu. Niestety, scenariusz ten powtarza się co jakis czas w Ekwadodze (i ogolnie rzecz biorac w Ameryce Lacinskiej), i wiele spolecznosci lokalnych pozostawiono bez wody, z calkiem zanieczyszczonym otoczeniem powodujacym gwaltowny wzrost smiertelnosci, lub po prostu zmienionym na tyle, ze nie daje pozywienia. Wiele z tych spolecznosci musialo porzucic swoja kulture aby przetrwac lub zostala ona zniszczona wplywem „cywilizacyjnym” - przykład z Amazonii – obok jednego plemienia (nazwy, niestety, nie pomne) rozpoczeto prace gornicze, przybylo więc mnostwo chlopa aby pracowac. Co potrzebuja w czasie wolnym? - Alkohol i kobiety, wiele kobiet z plemienia w wyniku przemian socjo – ekonomicznych zaczelo parac się prostytucja, plemie zostalo ogrodzone rezerwa zbyt mala, aby moglo przetrwac i rozpoczela się migracja do miast w poszukiwaniu pracy, z powodu braku wyksztalcenia ciezkiej i marnie platnej. Z kultury pierwotnej nie pozostalo prawie nic. Podobnych przykladow jest zbyt wiele (innym jest Yasuni, park narodowy w ktorym zaczeto wydobycie ropy, ale na szczescie w wyniku gwaltownych protestow zaprzestano). Niestety, są one wynikiem obludnej polityki rzadu Rewolucji Obywatelskiej, który postanowil w Konstytucji 2008 nie umieszczac ani uzgadniania akcji z obywatelami ze spolecznosci lokalnych ani konsultacji (ta ostatnia znalazla się w ustawie, jednak sprowadza się jedynie do informowania przez rzad, ze cos zostanie zrobione i juz). Na szczescie w Konstytucji znajduje się sporo zapisow chroniacych srodowisko i rdzenne kultury, jednak – w rzeczywistosci w większości zupelnie nie egzekwowanych. I wlasnie dlatego znalezlismy się w Viscaya, aby opracowac plan dzialania i pomoc liderom w uswiadamianiu mieszkancow. Co w pewnej mierze się udalo. Baños nie potrzebuje tej szczegolnej rzeki, a ta spolecznosc tak. Sprawa prawdopodobnie zakonczy się w sadzie, który rozstrzygnie o losach tej 400 osobowej wioski.
Kolonie Wakacyjne
No coz, sierpien byl miesiacem nieco szalonym, w ktorym prawie nie pojawialem sie w Guano. Wszystko zaczelo sie od projektu stowarzyszenia Casa José Martí, ktora organizuje kolonie wakacyjne we wspolpracy z CETEM, katalonska organizacja ktora wysyla wolontariuszy do Ekwadoru. Wolontariat ma na celu poznanie rzeczywistosci roznych panstw swiata i opowiedzenie o nich w Europie, a jednoczesnie pozostawienie czegos po sobie – w przypadku Ekwadoru zorganizowanie kolonii wakacyjnych w miejscowosci Columbe, miasteczku poslugujacych sie Quichua mieszkancow Sierry. Pomysly kolonii wakacyjnych w Guano upadly ze wzgledu na nadmiar konkurencji (nie jestesmy szczegolnie popularni po kampanii wyborczej w ktora wplatal sie nasz koordynator i oczywiscie zostala przegrana), a projekt wygladal na tyle interesujaco, ze razem z Ruth postanowilismy sie w niego wplatac, i udalo nam sie. Pod koniec lipca przyjechali katalonczycy – Ana R., Ana M. Iria, Eduard, Mireya i Carlos, z ktorymi spotkalem sie w Quito, gdzie razem z quitenczykiem Pablo i jego kumplem zaczelismy ich oswajac z rzeczywistoscia Ekwadoru. Pojechalismy na rownik w ramach ich turystyki, i w niedziele 2 sierpnia ich zostawilem na jakis czas jak jechali do Riobamba, i z Quito udalem sie do Puerto López, aby swietowac w samotnosci i spokoju moje urodziny na Pacyfiku.
Puerto López
Postanowilem poplynac na Isla de la Plata (wyspe srebra), po drodze obserwujac wieloryby. Isla de la Plata powstala w wyniku trzesien ziemi, zostala oddzielona od kontynentu poludniowo-amerykanskiego. Jest to park narodowy Machalilla. Nazywana Malym Galápagos albo Galápagos dla biednych (z jednym i drugim nie moge się zgodzic, jest inna niż Galápagos), maa przepiekne wybrzeze, i sporo ciekawych gatunkow zwierzat, takich jak gluptaki niebieskonogie, czerwononogie, gluptaki zamaskowane, fregaty, albatrosy i zolwie morskie. Wyspa jest porosnieta suchym lasem, podobnym jak na Coscie, ale niektore rosliny przeszly pewne transformacje spowodowane silnym upalem, wiatrami i mala iloscia slodkiej wody, np. z malych drzew na kontynencie na wyspie staly się krzakami, albo z roslin rosnacych prosto roslinami wijacymi się przy ziemi. Niestety, nie widzialem ani zolwi, ani albatrosow, ani gluptakow czerwnonogich. Ale w drodze powrotnej mialem dużo szczescia – jeden wieloryb skakal przez caly czas, co udalo mi się uwiecznic na video, które jakos niedlugo postaram się zedytowac i wrzucic do internetu.
Columbe
Po powrocie z Puerto López znowu do pracy. Tydzien planowania zajec, i następnie dwa tygodnie obozu wakacyjnego w Columbe (prawie codziennie na noc wracalem do Riobamba albo do Guano i wstawalem przed szosta aby zdazyc na zajecia). Razem z Ana R. i Mireya zrealizowalismy zajecia z Ciencia Divertida (Zabawnej Nauki), które bardzo nam się udaly – zorganizowalismy zajecia interaktywne z mnostwem eksperymentow z tematow Uklad Sloneczny, Swiatlo i Kolory, Botanika, i Wewnatrz Ziemi. Poza naszymi zajeciami byly także zajecia ze Sportu, Ekspresji Ciala, i Zachecania do Lektury (wszystko z duzych liter, bo tak się nazywaly nasze zajecia). Oprócz tego zadaniem tego obozu bylo wlaczenie w organizacje kolonii wakacyjnych spolecznosci miasteczka, co również się udalo. Powstal komitet rodzicow do spraw kolonii wakacyjnych ( :) brzmi może zabawnie, ale – przynajmniej dziala), którego zadaniem jest pomoc w organizacji zajec w przyszlym roku. Moim i Any osobistym sukcesem bylo dowiedziec się, ze dzieci zabierajac do domu rezultaty zajec opowiadaly i pokazywaly wszystko rodzicom, tlumaczac czego się nauczyly. Na koniec obozowiska zorganizowalismy serie przedstawien, z czytania, tanca (który zorganizowala Andrea), Zabawnej Nauki, zonglerki, sportow a także Przedstawienie Ekologiczne o zanieczyszczeniu i wrzucaniu smieci do rzeki pod tytulem „Sniezek i siedem krasnoludek”, które zrealizowalismy sami. Na koniec rodzice dzieci z obozowiska przedstawili swoj wlasny program. Byla kupa smiechu, placzu ze wzruszenia i ogolnie wszystko bardzo się udalo.
Ambato
W drugim tygodniu obozowiska wyrwalem się na jeden dzien, by uczestniczyc w konferencji na temat „znaczenia strategicznego lasow andyjskich” w Ambato, rozganizowanej przez moja siec organizacji srodowiskowych. Konferencja w kilku slowach – bardzo interesujaca i ze spora iloscia nowych informacji odnosnie sytuacji ekologicznej w Ekwadorze.
Rio Blanco
Jako ze Katalonczycy mieli zaplanowany czas na odpoczynek a my bylismy w teorii za nich odpowiedzialni, wszyscy postanowilismy się udac do Amazonii. Pojechalismy do Tena, gdzie zwiedzilismy park z mnostwem egzotycznych zwierzat, spedzilismy noc i udalismy się (najpierw samochodem, pozniej Canoa, a następnie 3 godziny marszem przez dzungle) do miejscowosci Rio Blanco.
Rio Blanco to malutka miejscowosc polozona w dzungli. Do lat dziewiecdziesiatych XX wieku mieszkancy zajmowali się uprawa roli, w latach dziewiecdziesiatych rozpoczela się turystyka. Spolecznosc zaczela się zajmowac budowaniem miejsc dla turystow, na początku mimo klotni wszystko szlo dobrze, niestety – kryzys konca lat ´90 i dolaryzacja w 2000 roku doprowadzily do tego, ze sektor turystyczny stal się o wiele mniej oplacalny niż dawniej. Mieszkancy postanowili powrocic do uprawy rol, rozpoczela się migracja mlodziezy do miast (Tena, Quito i Guayaquil), i ostala się tylko jedna Cabana (miejsce dla turystow), prowadzona przez faceta o madrym imieniu Clever i jego rodzine. Clever we wspolpracy z naukowcem z USA prowadzi badania nad leczniczymi wlasciwosciami roslin Amazonii, jako ze jego ojciec jest szamanem i on dziedziczy po nim jego wiedzę (wraz z bracmi), prowadzi również ceremonie, w tym Ayahuasca. Niestety, nie prowadzi ich szczegolnie dobrze czy zgodnie z tradycja (brak bebnow, udzial osob trzecich w ceremoni, glosne komentarze a dzien pozniej opowiadanie wizji osob bioracych udzial innym), więc nie wzielismy w nich udzialu. Poza tym Clever jest przewodnikiem, jednym z dyrygujacych stowarzyszeniu przewodnikow w Tena.
Pobyt w Rio Blanco był bogaty w nowe doswiadczenia. W koncu widzialem termity, mnostwo mrowek i innych owadow, sporo się nauczylem o roslinach i ich wlasciwosciach (chociaz pewnie wkrotce zapomne i do niczego mi się to nie przyda...), i ogolnie rzecz biorac spedzilismy sporo czasu w dzungli. Poza tym razem z Andrea gralismy w 40 ( i wiele innych gier karcianych) z rodzina Clevera i swietnie spedzalismy czas. Prawie wszyscy pomalowalismy się naturalna farba, która schodzi po okolo 15 dniach. Niestety, mielismy z nia sporo wypadkow – wystarczy ze dotkniesz nia skory, nawet jeśli natychmiast zmazesz, nastepnego dnia to co zmazales pojawi się na nowo. Więc wszyscy obudzilismy się z mnostwem plam i niechcianych malunkow :)
Poza rzeczami pozytywnymi, spotkalo nas parę mniej przyjemnych. Z czego najmniej przyjemna jest to, ze razem z Andrea padlismy ofiara pasozytow skory – cali jestesmy w krostach, od kolan po lopatki. Na lekarzy i leki wydalismy sporo pieniedzy, nikt nie wiedzial co to jest, jeden dermatolog powiedzial nam w koncu ze to pasozyty skory i wyjasnil, ze to się zdarza osobom podrozojacym do Amazonii, ale nie przyblizyl jakie to zwierzatka czy grzyby czy bakterie czy co. Swedzi i nie wolno się drapac, bo się krosty robia się większe. Teraz jestesmy w trakcie ich leczenia, podobno slady mają zniknac po jakichs 15 dniach. Ufff......... Taka mala przestroga, dla tych ktorym zachciewa się lasow tropikalnych. Chociaz zamierzam tam wrocic za jakis czas :)
Z Amazonii udalismy się do Quito, gdzie pozegnalismy katalonczykow wracajacych na ziemie swoich ojcow, i sami wrocilismy do Riobamba.
Guano
Na ostatnie dni koloni wakacyjnych przyjechali poznani w Perú argentynczycy, Tony i Naty, którzy zostali u nas w domu na jakieś dwa tygodnie. W pierwszym tygodniu lipca wyruszyli do Guayaquil. Swietnie spedzilismy z nimi czas. Tony i Naty to podroznicy bez celu, nie mają swojego miejsca nigdzie na swiecie (swoje rzeczy z Buenos Aires sprzedali). Podrozujac, pracuja – Tony przez internet jako programista, Naty gdzie popadnie w restauracjach jako zawodowa kucharka lub kelnerka. Podrozujac kreca mnostwo video, robia zdjecia i sporo pisza. Pracuja tez dla internetowego radia z Buenos Aires. Obecnie podrozuja na polnoc, w kierunku Meksyku, po Ameryce Lacinskiej chcieliby się udac do Afryki. Bardzo interesujacy ludzie, z ogromna wiedza odnosnie problemow spolecznych Ameryki Poludniowej i, jak to oni mowia, z „buena onda” (dobrej fali). Na jakis czas zostana w Guayaquil, aby zarobic troche pieniedzy.
Teraz w poczatkach września w Guano wszystko wraca powoli do normy, zaniedlugo zaczyna się praca w szkolach, i kilka nowych dzialan bardziej w poblizu Guano. Rozpoczynaja się ostatnie dwa miesiace wolontariatu... Postaram się teraz pisac blog bardziej na bierzaco, bo jak go zostawiam na jakis czas, pozniej sporo mnie kosztuje relacjonowanie wydarzen sprzed ponad miesiaca.....