W tym wpisie chcialem przedstawic dwa przyklady wspolczesnej kultury andyjskiej, jeden bardzo negatywny, i jeden bardzo pozytywny. Dwa wydarzenia z wrzesnia, jedno z dziewietnastego, i drugie z dwudziestego szostego.
Festiwal Andino en Ozogoche - Tributo al aves Cuvivis
Ozogoche lezy na wysokosci 3800 m.n.p.m., i czesc jest juz w Parku Narodowym Sangay. Wlasnie tam odbyl sie Festiwal, trybut dla ptakow Cuvivis. Historia tych ptakow jest naprawde fascynujaca - migruja az z Ameryki Polnocnej, Stanow Zjednoczych, do Ozogoche w Ekwadorze, gdzie wiele z nich... rzuca sie do jeziora, aby zakonczyc swoje zycie. Dotychczas nie ma naukowego wyjasnienia, dlaczego to robia. I porownanie z lemingami nie wydaje sie tutaj dawac odpowiedzi. Jakby nie bylo, fakt ich samobojstwa (czy smierci z jakiegos innego powodu) stal sie czescia kultury tego regionu.
Niestety, sam festiwal nie jest taki jak byl kiedys... Czesc kulturalna gdzies zniknela, jesli kiedys byla na tych festiwalach. Bylem tylko w drugi dzien festiwalu, wiec tylko na jego podstawie sie wypowiadam. Byl to festiwal wielokulturowy, na ktorym zaprezentowano tance i przedstawienia wielu grup, w tym z Boliwii i Kolumbii. O ptakach nie powiedziano nic, oprocz tego ze to trybut dla nich. Festiwal zamienil sie w jedna wielka popijawe, mnostwo ludzi (w wiekszosci indígena, co przykre) upilo sie na umor, czesc z nich ponadto mialo konie, na ktorych jezdzila. No wlasnie, konie mozna bylo wynajac, ale napotkac w cenie wyznaczonej w biuletynie festiwalu bylo prawie niemozliwe, wszyscy zdzierali jak tylko mogli, nawet jesli ledwie cos dukali po hiszpansku (ich jezykiem jest Kichwa). Poza tym, nie bylo koszy na smieci, co na otwartej przestrzeni zakonczylo sie widokiem podobnym do wysypiska, roznoszonym przez wiatr po Parku Narodowym. Tyle dobrze, ze byli ludzie z Czerwonego Krzyza, ktory ratowali potrzebujacych pomocy (glownie z powodu wypadkow spowodowanych nadmiarem alkoholu...). No coz, widok byl straszny, a festiwal mi sie nie podobal. Tyle tylko, ze jezioro i krajobrazy (poza smieciami) byly piekne...
Ceremonia San Pedro
W sobote z 26 na 27 wrzesnia razem z Andrea, Ruth, François i Yuberem wybralismy sie do miejscowosci Tumbaco, niedaleko Quito, i wzielismy udzial w Ceremoni San Pedro. Jest to tradycyjny rytual andyjski. Taita (przewodnikiem, szamanem) byl chilijczyk Sergio Maldonado. Ceremonia jest wydarzeniem bardzo osobistym, wiec opisze jedynie praktyke bardzo ogolna. Na poczatku uczestnicy wchodza do Temascalu - namiotu, ktory sluzy za saune - wnosi sie gorace kamienie i polewa je woda. W namiocie, poza czerwonymi kamieniami, panuje calkowita ciemnosc, jest synonimem brzucha matki, a ta czesc ceremoni to nowe narodziny czlowieka. Trwa to okolo 2 godzin i sklada sie z kilku czesci. Pozniej uczestnicy odpoczywaja, i jakis czas pozniej, pozno w nocy, rozpoczyna sie glowna
czesc rytualu, San Pedro. Tworzy sie krag, a dokladniej - spirala wokol ogniska. Cztery osoby - straznicy - zamykaja drzwi (powiedzmy, duchowe) na poludnie, polnoc, wschod i zachod. ich zadaniem jest nie pozwolic, aby przez drzwi wdarly sie leki. Na poczatku kazdy sklada swoje zyczenia - leczenia lub przemiany osobistej w kupce tytoniu, ktory wklada do ognia, i naklada sobie dym na glowe i do serca (czynnosc
powtarzana przy kazdym zyczeniu, blogoslawienstwie itd). Nastepnie uczestnikom podaje sie San Pedro, halucynogen z kaktusa, aby ich oczyscic - prawie zawsze powoduje wymioty (do plastikowej siateczki, resztki na ziemi sie wypala), symbolizujace zlo i brud, jest to dalsze oczyszczenie. Pozniej kto chce (i moze), poddaje sie ceremoni Limpia (Oczyszczenie), podczas ktorej Taita czysci, mowi ci rozne rzeczy i opowiada o kondycji czlowieka. O tym, ze powinnismy dzialac tak, jak
chcemy, aby byc ludzmi, odmasowic sie, odlaczyc wtyczke, ktora mamy w glowie i podziwiac piekno na swiecie, zyc i cieszyc sie zyciem. Czerpac przyjemnosc z kazdej czynnosci, ktora wykonujemy. Limpia trwa do rana, pozniej kobiety odchodza aby przygotowac pozywienie, ktorym czestuja mezczyzn i jedza same. Jedna z kobiet ("matek"), ktora przewodzi korodowi, spiewa i wykonuje rytual blogoslawienstwa jedzenia, sklada czesc wodzie, Matce Ziemi, Matce Koce, innym substancjom, duchowi, i ogolnie zyciu. W tym czasie mezczyzni (przynajmniej my tak zrobilismy)
obserwuja wschod slonca. Po zjedzeniu (owocow, miesa i kukurydzy), Taita konczy ceremonie, i ludzie sie rozchodza odpoczac - jednak wiekszosc zostaje, aby tanczyc o poranku.
Przezycie San Pedro jest czyms niesamowitym, i czyms bardzo osobistym. Czlowiek, ktory chce uszanowac ten rytual, spotyka sie ze soba samym, zaglada w swoje wnetrze, rozwaza je i stara sie zmienic pewne rzeczy. Na pewno jest w tym wszystkim spora doza synkretyzmu kulturowego, ale mimo to jest to przezycie... nie chce napisac religijne czy metafizyczne, ale... na pewno bardzo... osobiste.
Festivalfff 2012
Hace 13 años
Te ptaki to, jak sadze, przejaw dzialania Inteligentnego Projektanta. Podobnie jak dziobak (patrz: "Dogma", K. Smitha) jest to wyraz Jego absurdalnego poczucia humoru :P
ResponderEliminarCo do synkretyzmu, to nadal uwazam, ze "obrona integralnosci tradycji" to rak na pradach zarowno myslowych, jak i mistycznych. Jedyna mozliwosc rozwoju to "synkretyzm". Zreszta, by oddac prawde, nalezaloby chyba powiedziec, ze nie mamy religii niesynkretycznej :) Chrzescijanstwo adaptujace poganskie swieta i bozki (najczesciej na demony, ale bywalo i inaczej :)), buddyzm tybetanski. Innym slowem na "synkretyzm" jest "uczenie sie" :P
Nie, zebym z Toba polemizowal, po prostu czasami czlowiek ma bezinteresowna potrzebe wypowiedzenia swojego zdania :P
P.B.
:) Ogolnie rzecz biorac masz racje, synkretyzm to rozwoj. Ale, na czym ma polegac rozwoj? Czym jest rozwoj, co go charakteryzuje? O ktorym paradygmacie rozwoju mowisz? Bo widzisz jesli mowimy o kulturach, tradycjach religijnych, mi jakos szczegolnie nie zalezy na rozwoju, raczej na ratowaniu tego, co przed rozwojem sie uchowalo... Przyklad Amazonii: ludy amazonskie, ze swoimi kulturami, kosmowizja, technologia, byly swietnie zaadaptowane do swojego otoczenia, do czasu "ucywilizowania sie" (ok, w dalszym ciagu sa w trakcie procesu). Istniala/istnieje wiedza odnosnie roslin leczniczych, ktora przez arogancki wplyw medycyny zachodniej i misji katolickich i protestanckich zostala prawie wyeliminowana. Dzisiaj naukowcy przekonali sie, ze ta medycyna amazonska dziala, i staraja sie odzyskiwac wiedze, ktora niemal przepadla. W bio-roznorodnosci widza szanse na odkrycie substancji leczniczych, ktorych nie znamy, a tymczasem z kazdym rokiem ta bio-roznorodnosc zanika w imie rozwoju... Cywilizacja wdziera sie do Amazonii niszczac ja w zastraszajacym tempie, podczas gdy indianie zyli... no coz, musze uzyc znienawidzonego slowa, w "harmonii" z natura.
ResponderEliminarJesli mowimy o kulturach, rozwoj obecnie oznacza, ze wszyscy staniemy sie amerykanami. No coz, nie jest to kierunek w ktorym chcialbym isc. Oczywiscie rozne kutlury maja pewne cechy, ktore z czystego poszanowania dla Praw Czlowieka nalezy zmienic, ale nie oznacza to, ze wszyscy musimy byc tacy sami. W kulturach tkwi wiedza o przeszlosci i nie tylko, tracac je stracimy te wiedze (mozna powiedziec cynicznie, ze jeszcze zalezy o jakich kulturach i religiach mowimy:) Bo wymysly XVIII, XIX i XX wieku jakos nie pokazuja mi swojej szczegolnej wartosci :)). Mysle, ze obecnie jedyna droga, ktora nie prowadzi do w miare szybkiej zaglady, to Zrownowazony Rozwoj i roznorodnosc kulturowa. Jasne ze z pewna doza synkretyzmu, ale bez unifikacji.
P.S. uwielbiam te konwersacje z Toba, w koncu niedlugo sie zobaczymy i pogadamy na spokojnie:)
ResponderEliminarPo pierwsze primo ;) bacz, zebys swoich Indigenos nie zamknal na sile w rezerwacie/skansenie. Bo moze oni niekoniecznie chca.
ResponderEliminarA z rozwojem to jest tak, jak rzekl byl bodajze Yarpen Zigrin (A. Sapkowski, "Pani Jeziora"), ze on jest jak stado swin. Masz na ten przyklad golonke i boczek, ale tez zasrane podworko.
Prawda jest taka ze jesli ktos dostaje do reki pigulke, ktora pomoze mu na 95%, a chwasta, ktory pomoze na 70% - to lepiej wziac pigulke. A ze ten chwast, okaze sie za 20 lat, moze byc substratem na pigulke na raka? Coz, o tym sami Indigenos tez raczej nie wiedzieli.
Do czego zmierzam i jakie jest moje podejscie. Swiat idzie do przodu. Czasami dostajesz golonke, czasami wpadniesz w gowno. Kultury cos zyskuja, a cos traca. Jesli nie sa rabowane i celowo niszczone, to po prostu taka jest kolej rzeczy (rabowanie tez, ale to nam sie z reguly nie podoba ;)). Cos zostawia, cos zapomna. Kultura zyje w ten sposob... Albo ogladasz ja w muzeum, razem ze zmumufikowanymi zwlokami ostatniego jej przedstawiciela.
Bon w toku walki, czesto militarnej, z przesladowaniami religijnymi wlacznie, stopil sie z buddyzmem. Nie znam sie na tej historii dokladnie. Wierzmy, ze cos z "oryginalnego" (czyli sprzed nadejscia buddyzmu) bonu w tym przetrwalo. Tak czy siak, jego wyznawcy dziekuja swoim bostwom za zachowanie Wiecznego Bon i jego tradycji w ksztalcie niezmienionym przez tysiaclecia. Khem, khem...
Cos sie traci, cos zyskuje.
Inna sprawa to celowe niszczenie kultury i jej podstaw materialnych. Np. tzw. ewangelizacja :] Inna sprawa to wprowadzanie do dzungli ciezkiego sprzetu, ktory wykarczuje roslinki tak, ze juz nigdy sie nie dowiemy, czy wlasnie nie rozjechano ostatniego egzemplarza chwasta, ktory moglby zalatwic raka, hiv i jeszcze odkurzac mieszkanie ;)
Poza tym rozwoj nie oznacza ze staniemy sie Amerykanami :) Ja moze tak ;), ale jest masa ludzi, ktorzy wola ksiazki, filmy i cala reszte tego talatajstwa: hiszpanskie, francuskie, chinskie, bo ja wiem.
Co wiecej, co to znaczy "amerykanski"? Hm, no pomyslmy... Tygiel?
Zeby bylo smieszniej to pojawiaja sie bicia na alarm, ze "Ameryka traci swoj charakter!", bo przybywa Latynosow. Que?! :P
Nawet "zdobywcy" moga okazac sie podbijani przez "pokonana" kulture. No i wreszcie - nigdy nie ocalisz wszystkiego. Po prostu sie nie da.
P.B.
Jasne, ale pewne rzeczy warto ratowac, nie uwazasz? Pewne tradycje, ktore zanikaja tylko dlatego, ze ktos powiedzial ludziom ze sa przestarzale, gorsze, ze przez ich kultywowanie beda w taki czy inny sposob przesladowani. Bo sa zle widziani przez swoje otoczenie. Do takich rzeczy, ktore zanikaja, naleza rowniez jezyki, ktore przeciez przedstawiaja soba bogactwo tokow myslenia ludzkosci, badajac jezyki mozemy sie bardzo wiele nauczyc o nas samych. Taki moj ulubiony przyklad, oczywiscie z Amazonii, bo ostatnio jestem nia zafascynowany; lud Zapará, ktorego kultura stosunkowo niedawno zostala pochlonieta przez bardzo ekspansywna Kichwa. I trwalo tak do czasu hm... przebudzenia etnicznego w Ekwadorze, kiedy to stare kobiety, w kulturze juz wlasciwie Kichwa, przypomnialy sobie, ze dawniej mowily innym jezykiem i mialy inne zwyczaje, i postanowily nauczyc o nich swoje dzieci i wnuki, ratujac w ten sposob kutlure juz prawie nie istniejaca. Uratowaly rowniez jezyk, ktory jak go przebadano okazal sie tak wyjatkowy, ze znalazl sie na liscie Dziedzictwa Kultury Swiatowej...
ResponderEliminarTak, USA to tygiel, jednak propagujacy pewne specyficzne wartosci i styl zycia poprzez eksport swojej kultury (masowej i nie tylko)... Globalizacja oznacza amerykanizacje, pewne symbole staja sie rozpoznawalne wszedzie na swiecie, a pewne zanikaja. Oczywiscie inne kultury rowniez odgrywaja tu swoja role, ale - powiedzmy sobie szczerze, o wiele mniejsza niz amerykanska i z czasem traca na znaczeniu... Mnie nie specjalnie sie podoba ta wizja.
Co do rozwoju, no coz - w Zrownowazonym Rozwoju chodzi o to, zeby kupa byla jak najmniejsza, bo obecnie mamy jej zdecydowanie za duzo...
nesu
Witajcie, się przyłaczę choć króciutko i bardzo "nie kompleksowo", czyli wybiórczo ...
ResponderEliminarMimo wszystko bliżej mi do poglądów Pawła. W Twoim Janku rozumowaniu znów delikatnie wyczuwam wiele razy przez nas omawiane akolickie uniesienie ;)
Zafascynowało mnie Janku Twoje stwierdzenie, o potrzebie zmiany pewnych cech w niektórych kulturach ze względu na poszanowanie Praw Człowieka ... Ostatnio sporo się z tym spotykam (w kontekście prawa do informacji). Rozbraja mnie z jaką pewnością wszyscy twierdzą, że Prawa Człowieka istnieją ... Owszem prawnie istnieją w wiążących różne państwa umowach. Jednakże w sferze pozaprawnej są tak naprawdę niczym innym jak pewnym nowym kultem religijnym. Nikt nigdy nie widział źródła tych praw. Bo powiedz czy empirycznie mi pokażesz godność ludzką ? Wszak to tylko wynik pewnego rozwoju kulturowego/ społecznego ... Z resztą w różnych cywilizacjach "godność" różnie się "czuje" i "rozumie" ... A więc znów jest to pewien system wartości moralnych, który Ci "światlejsi" chcą narzucić reszcie świata ... Czyli kolejny przykład wypierania kultury przez inną kulturę, tylko oczywiście ten jest tym "słusznym" ... ;).
Ameryka - hmm ... Jesteś chyba poza nurtem zdarzeń - mimo Obamy "Ameryka" pozostaje passe ;p. Skończyła się ogólnoświatowa fascynacja. Twoje lęki wydają się mi być wyolbrzymione - być może sytuacją, która panuje tam gdzie przebywasz. Poza tym chciałem w obronie, a przede wszystkim w związku z szumnie tu rzucanym pojęciem synkretyzmu, zauważyć, że ta "Ameryka" wykształciła wiele cech, które dobrze by było przenieść na nasz europejski grunt ... (czyli właściwie jak każda kultura i jak z każdą kulturą...).
Na koniec - to wszystko działa wg tego samego mechanizmu - silniejszy wypiera słabszego, słabszy próbuje się bronić i albo mu się udaje, znajdując dla siebie nową formę (najczęściej poprzez wzbudzenie w silniejszym fascynacji sobą - por. grecja -> Rzym, kultura latynoska -> USA, Europa) albo upada i jak Paweł napisał - w najlepszym wypadku pozostanie w muzeum. Kto ma więc rację, która kultura jest tą, która powinna "narzucać" wizję świata ? Czy jest możliwy (rozwój)synkretyzm bez hegemonii jednych nad drugimi, czyli rozwój poprzez synkretyzm z zachowaniem zasady równości ? Nie wydaje mi się ... Dodatkowo wszystko działa na zasadach ekonomii - coś za coś.
W tym kontekście oczywiście masz rację Janku - trzeba odpowiedzieć na pytanie, które chyba (jak sądzę) pominął Paweł - o jakim paradygmacie rozwoju mówimy, jak definiujemy rozwój i jaki jest cel naszego rozwoju, co nim chcemy osiągnąć ? Następnie trzeba zacząć narzucać innym swoją wizję ... Korporacje i inne twory, przeciw którym chyba wszyscy czujemy bunt- już dawno to zaczęły ...
Eeech - nieprzyjemnie się tu pisze komentarze - sam się już pogubiłem ;)
Pozdrawiam,
Przemek
Jeszcze:
ResponderEliminarGlobalizacja oznacza amerykanizację - przepraszam ale powiem tak - bzdura ...
Globalizacja o paradoksie (choć za nią nie przepadam) oznacza właśnie możliwość powstrzymania amerykanizacji. Nie tylko bowiem amerykańska "kultura" korzysta z dobrodzejstw globalizacji.
Właściwie cały fragment o globalizacji jako tylko amerykanizacji, który napisałeś to demagogia "czystej wody" ...
A europeizacja ? Czyż nie zauważasz sakramenckiej różnicy pomiędzy "nowym" a "starym" kontynentem ? Nie doceniasz też Chin, Indii oraz świata arabskiego ... Co z tego, że butelka cocacoli i symbol McDonalda wszyscy znają ?
Poza tym "globalizacja" jest starym zjawiskiem, który znał już starożytny Rzym ... Nie jest czymś co niesie za sobą tylko USA. Idea łączenia się towarzyszyła wielu i wiele razy miała miejsce jej realizacja na całym świecie - globalizacja to jej element - nihil novi sub soli ...
W końcu - naprawdę Paweł słusznie spytał, co to oznacza amerykański ? Tygiel był - jest - będzie. Może w USA we współczesnym świecie pierwszy raz na taką skalę ? Może ... Wcześniej była Mongolia, Jerozolima, Rzym ... Osobiśie mi się wydaję, że większy wpływ niż amerykanizacja na polską kulturę ma europeizacja poprzez otwarcie granic i zgotowanie tygla w Europie ... Więc ??
Pozdr.,
Przemek
Co do globalizacji, to też uważam, że Ameryki nie można przeceniać i demonizować.
ResponderEliminarCo do praw człowieka, to nie są one religią co najmniej z uwagi na brak obrzędowości. Pozwolę sobie na szpilkę, że nie wszystko, do czego ludzie odnoszą swoje życie i na czym je opierają musi być religią :>
Natomiast zgoda - wartości "humanitarne" są akurat tak samo umocowane, jak wszystkie inne. Na powszechnej zgodzie. Podobnie jak z religijnymi, tutaj także zapomina się o tym, że to "tylko" zgoda. Też nigdy nie widziałem godności ludzkiej, a jakbym ją zobaczył, to poszedłbym do psychiatry :)
Ale norm nie wykażesz empirycznie, a przyroda jest amoralna. Pozamoralna. Nie widzę, żeby "Matka Ziemia" płakała za dinozaurami, turami czy tygrysami szablozębnymi, a wilki żeby chodziły do terapeuty z powodu traumy, jaką powoduje jedzenie jagniąt. Normy to nasz wymysł i po prostu czas to z bólem przyznać. Niektórzy nadal do tego nie dorośli, to prawda. Inni wierzą, że jeśli nie będziemy w cośtam wierzyć, to się pozabijamy. Cóż, ja nie wierzę i jeszcze nikogo nie skasowałem, ale to światłe i święte umysły snują takie rozważania, gdzie mi tam do nich.
Janku, po raz kolejny: oddzielmy sytuację "przegranej konkurencji" od sytuacji prześladowania. Przegrana konkurencja jest normalna w (amoralnej, powtarzam również) przyrodzie. Boli, ale tak ten świat jest ułożony. Natomiast co do obrony przed prześladowaniem, to się zgodzę. Okej, jakiś język wyginął. I co? Ile ich już wyginęło, ile jeszcze wyginie? Obawiam się, że trzeba tu postawić na pewien rachunek ekonomiczny, a przede wszystkim zaufać światu. Ja umrę, Ty umrzesz, nasz język umrze, nasza cywilizacja umrze i religia chrześcijańska umrze.
I co z tego? No mi też się łezka w oku kręci.
I co z tego?
Nie mówię: nie pomagać. A pomagaj sobie, nawet może Ci pomogę, ale cały świat nie będzie płakał nad tymi ludźmi, kulturami, językami itp. bo idzie dalej. Nie wiem czy to "rozwój", "postęp", ale na pewno - zmiana. Obawiam się - i mam nadzieję - że się tego nie da zatrzymać. Nie zamkniesz świata w stazie.
Paweł
Ok, chlopaki. Na pewno macie racje odnosnie "tygla", odnosnie synkretyzmu jako nieuniknionej formy... rozwoju. I zgadzam sie, ze to w wielu sytuacjach dobrze, jesli rozmawiamy tak ogolnie mozna powiedziec ze dzieci mieszane, mulaci, metysi sa podobno ogolnie bardziej inteligentne, a mozgi wedlug profesora Vetulani (jesli dobrze pamietam nazwisko) rozwijaja sie najszybciej w regionach wielorasowych (najszybciej w AL...). Zgodnie z biologia (i matematyka) geny nie zanikaja w masie, jednak niestety co do memow - nie jestem taki pewny... Zgadzam sie z koniecznoscia synkretyzmu dla przystosowania, ale - uwazam ze dla nauki (nie dla czegos innego) istotne jest, aby kultury i jezyki nie zaginely. I dlatego warto je ratowac. I Pawle masz racje, nalezy oddzielic przegrana konkurencje od przesladowania. W przypadku kultur amazonskich, mimo pewnych roznic sa do siebie podobne ze wzgledu na wieki wymian kulturowych poprzez wojny i malzenstwa. Wplyw kultury zachodniej byl bardzo inwazyjny i spotkal sie ze sporym oporem ze strony indian, jednak nie maja oni wielkich szans z chrystianizacja, technologia, legislacja pod ktora niefortunnie sie znalezli i systemem rynkowym, w ktory wbrew ich woli ich wlaczono. Mi szkoda tych jezykow, ktore wyginely i tego, czego moglibysmy sie z ich pomoca nauczyc. Szkoda tej wiedzy o medycynie, ktora ginie, podobnie jak wiedzy o systemach wierzen, komunikacji itd. I Przemku, w kwesti mojego akolityzmu mysle, ze sie mylisz. Po prostu prezentuje nieco odmienny poglad od Twojego... Staram sie widziec i akceptowac swiat jakim jest, ale to nie znaczy ze sposob, w jaki ludzie go przeksztalcaja, mi odpowiada. Ja tam swiatu, naszemu, ludzkiemu swiatu, nie ufam (pomijam juz mozliwosc ze ufanie swiatu moze oznaczac nasze wyginiecie, pomimo ze nie cenie ludzkosci szczegolnie nie zachwyca mnie ta perspektywa:)). I to, co zalezy od nas, przynajmniej teoretycznie mozemy zmienic, i uwazam ze warto probowac. Teraz jest tak, kiedys bylo inaczej, za jakis czas bedzie jeszcze inaczej. Uwazam, ze jesli cos mi nie pasuje mam takie samo prawo usilowac to zmienic jak kazdy inny, wszyscy jestesmy czescia tego samego systemu, a ze jestem w mniejszosci nie oznacza, ze wiekszosc ma racje.
ResponderEliminarNormy i prawa to oczywiscie nasz wymysl, jednak nie wzielismy go z kosmosu, powstaly w wyniku koniecznosci. Pomijajac poczatki w religii, prawa maja swoje zrodla m.in. w umowie spolecznej i nie uwazam tego za cos zlego. Wymyslilismy je, bo stan naturalnej anarchii wiekszosc uznala za nie do przyjecia. Jesli chodzi o prawa czlowieka, coz - z tym co Przemek powiedzial (wyjawszy czesc o religii) ciezko dyskutowac. Powiem tylko, ze w systemie wzajemnej zaleznosci trzeba wypracowac jakies zasady wspolpracy i uwazam, ze prawa czlowieka sa dobra podstawa. Jesli jakas kultura pragnie kultywowac zabijanie i jedzenie sie nawzajem, niech sobie to robia, ale na swoim terytorium, gdzie maja swoje prawa i niech sobie je aplikuja. Znow o Amazonii, np. w Brazylii jesli wchodzisz na teren rezerwy, podlegasz prawom plemienia i jesli zechca, moga Cie zabic bo tak. W Ekwadorze niedawno zabito dwoch misjonarzy, ktorzy poszli nawracac jedno z plemion gleboko w dzungli, i nie slyszalem zeby policja poszukiwala sprawcow:) Oczywiscie inna sprawa to wojny, tyranie itd, gdzie niestety ludzie czesto spotykaja sie z traktowaniem zupelnie odleglym od ich kultury i wyobrazen.
ResponderEliminarUf, globalizacja. W teori Przemku masz racje, globalizacja daje szanse na powstrzymanie amerykanizacji, pozwala na szerzenie idei z calego swiata itd, tworzy jeden wielki "tygiel" (znowu:)). Jednak jesli przyjrzysz sie, ktore idee skad pochodza, zobaczysz ze zdecydowanie najwiekszy wplyw ma kultura amerykanska. Oczywiscie nie jest tak, ze staje sie od razu wazniejsza niz kultura danego regionu - np. w Europie oczywiste jest, ze wplywy kultur panstw europejskich sa waznieje i w dalszym ciagu istnieje "sakramencka roznica" jak to ladnie okresliles (aczkolwiek nie wiem jak Tobie, ale mi wydaje sie mniejsza z kazdym piecdziesiecioleciem, przynajmniej na podstawie tego co czytalem, w koncu w USA nigdy nie bylem), podobnie w Ameryce Lacinskiej, w Azji i kazdej innej czesci swiata. Niestety w kazdej z nich wplyw kultury amerykanskiej jest o wiele wiekszy niz jakiejkolwiek innej poprzez symbole uniwersalne, bardzo latwe do zaadaptowania (i nie chodzi mi o logo McDonalda...). Byc moze sie myle, ale jesli nie i tak faktycznie jest, globalizacja jako amerykanizacja nie wydaje mi sie demagogia, byc moze pewnym uproszczeniem, ale oddajacym pewien powazny problem. I czym dokladnie jest Europeizacja? Upodobnieniem sie do czego, przyjeciem ktorych wzorcow? Wybacz, ale jestem nieco sceptyczny co do pojec typu "kultura europejska" czy "cywilizacja europejska". Bawi mnie jak ktos mowi o amerykanskim liberalizmie i "naszym, europejskim" konserwatyzmie i opiece socjalnej. Mozemy mowic o pewnych trendach i interesach na kontynencie, niczym wiecej... Jesli sie przyjrzysz dokladnie, mozemy oddzielic np. kulture anglosaska od latynoskiej (do ktorej np. Kapuscinski zaliczal Hiszpanie i Portugalie), obydwie od francuskiej i niemieckiej itd... Porownaj sobie np. traktowanie kobiet w kazdej z nich. Jezyk odgrywa ogromna role w dyfuzji symboli i postaw. I co do wplywu w Polsce, posluchaj sobie, jaka wymowa jezyka angielskiego dominuje - amerykanska czy brytyjska? (poza emigrantami mowiacymi dobrze po angielsku, ok :))... Zwlaszcza ludzie, ktorzy nie mowia zbyt dobrze... Podobnie religie, istnieja duze roznice miedzy panstwami z dominujaca religia protestancka, katolicka i prawoslawna (aczkolwiek roznie bywa z badaniami naukowymi na ten temat).
Hm, nie wydaje mi sie aby slowo „globalizacja” pasowalo do sytuacji Starozytnego Rzymu... Jesli mozesz, wyjasnij co rozumiesz pod pojeciem globalizacja... Bo laczenie wielu kultur i cywilizacji jest tylko czescia znaczenia tego slowa...
ResponderEliminarNie zrozumcie mnie zle. Nie chce zatrzymac rozwoju ni dyfuzji pomyslow, jedynie chcialbym, aby pewne rzeczy robic bardziej rozwaznie, myslac o ciupinke wiecej. Co od nas niezalezy, dobra, niezalezy. Ale pewne rzeczy, pewne tepe procesy byc moze da sie zatrzymac, i mysle ze warto probowac.
(I pomyslec ze cala ta dyskusja zaczela sie od uzycia slowa synkretyzm – a uzylem jej dlatego, ze mialem nadzieje zobaczyc tradycyjna ceremonie, co nie do konca sie udalo, ale na pewno nie bylem rozczarowany udzialem w niej – nieco synkretycznej, co pozwolilem sobie zauwazyc - wiecej, doswiadczenie bylo niesamowite i bylem bardzo zadowolony)
Globalizacja w moim rozumieniu i wielkim skrócie:
ResponderEliminarTo narastający proces wymiany informacji, kultury, wiedzy, integracji i rozwoju wymiany handlowej, tworzenie się silnych więzi pomiędzy społeczeństwami i państwami o charakterze gospodarczym, politycznym, kulturowym, które generują coraz większą wzajemną zależność, mogą dążyć do uwspólnienia wielu instytucji społecznych i form unifikacji ... W tym rozumieniu globalizacja była znana Starożytnemu Rzymowi, który do niej doprowadzał w ramach śródziemnego świata i europy ...
Wydaje mi się, że tak widziane zjawisko może mieć swoje przejawy zarówno w skali mikro jak i makro stąd też porównania do Jerozolimy ale też Imperium Dżyngis-chana.
Akolityzm i zauważ, że troszeczkę zarzuciłem Ci bardziej w kontekście Twoich zarzutów wobec globalizacji-amerykanizacji, choć troszkę go wyczułem w całym opisie. Oczywiście mogłem go pomylić ze zwykłą fascynacją nową rzeczą, a przedewsystkim żalem i buntem przeciw dewastacji świata zastanego ...
Co do praw człowieka ? Hmm ... Nie do końca jest tak jak piszesz. To duże uogólnienie sugerowanie, że to wybór pomiędzy zabijaniem i zjadaniem się a w miarę pokojową kulturą, która wytworzyła prawa człowieka. Dlaczego uogólnienie ? To oczywiste - prawa człowieka to wytwór kultur, w których duchu są rządy republikańskie - demokratyczne, w większości niestety prawa człowiek (nam znane i uznane) potrzebują takiego systemu politycznego do swojej realizacji i taki system polityczny wymuszają. Ta obserwacja może też być niesłuszna, a wynikać z obserwacji poczynań państw i kultur, które za strażników praw człowieka się mienią. Chodzi mi o narzucanie tych systemów innym kulturom, które powiedzmy sobie szczerze bynajmniej nie oparte bywają o zabijanie i zjadanie ...
W tym kontekście chodziło mi tylko i wyłącznie o uszczypliwą uwagę wobec Twojego stwierdzenia dotyczącego praw człowieka, jako przejawu Twojej "łacińskiej" wyższości :p ;)
Jeśli Ty jesteś sceptyczny do pojęć kultura europejska, to wybacz ale ja tym bardziej do pojęcia kultura amerykańska ... Poza tym "mniejsza z każdym pięćdziesięcioleciem" - czyli raptem od dwóch ostatnich, bo z tego co wiem wpływ "kultury amerykańskiej" do I wojny światowej był conajmniej znikomy ...
Co do samej ceremonii, to właściwie się do niej nie odnosiliśmy. Mnie uderzyło bardzo nieekologiczne użycie torebek plastikowych na wymiociny, zakładam bowiem, że nie były następnie opróżniane i myte w celu ponownego użycia ? :p ;)
Ufff ... Przepraszam ale nie mam potencjału dziś do kompleksowego i rzetelnego odniesienia się do wszystkiego ;)
Pozdrawiam,
Przemek
Nie no, znikomy to nie byl, juz przed IWS USA bylo widziane jako pewien raj wolnych ludzi, m- in. stad cala emigracja :) Ale masz racje, przesadzilem z 50 leciem :) Nie chcialem napisac ze co dekade bo to bylaby przesada, ale mysle ze juz 20-lecie jest w porzadku :)
ResponderEliminarCo do praw czlowieka slusznie byles uszczypliwy, czasem odnosze sie do nich jak do jakiejs wyzszej wartosci uniwersalnej, a przeciez taka nie sa. Opowiadajac o zjadaniu i zabijaniu nie chcialem ograniczac dyskusji do tego wyboru jedynie przedstawic ekstremum - przynajmniej z naszego punktu widzenia - ktore nas mocno porusza. Ale dalej mysle ze sa dobra podstawa wspolpracy na poziomie globalnym. Nie uwazasz?
Nie no, nie przesadzaj - kultura amerykanska istnieje i pojawia sie w literaturze, jest to kultura synkretyczna, majaca wiele zrodel, ale - istnieje. Europejska to na razie jedynie nadzieje euro-entuzjastow przenoszone z niewyraznej przyszlosci na grunt terazniejszy.
Co do globalizacji, coz - w Twoim rozumieniu oczywiscie masz racje i Rzym ja dobrze znal. Tyle ze globalizacja to inaczej uswiatowienie i jest to w miare precyzyjne okreslenie ktore poza wymiana informacji i rosnaca wspolzaleznoscia zawiera takze zmniejszenie znaczenia przestrzeni i slowo glob. To o czym Ty mowisz (poza moze instytucjami miedzynarodowymi, ale - to tez bywalo) nastepuje miedzy prawie wszystkimi panstwami sasiedzkimi. Przeciez nawet wojna jest forma wymiany informacji.
Do ceremoni faktycznie sie nie odnosiliscie, jedynie zwracalem uwage na poczatki naszej dyskusji w slowie "synkretyzm". Plastikowe torebki tez mnie uderzyly :) Zastanawialem sie czemu nie z jakiegos materialu podlegajacego bio-degradacji... Co z nimi zrobili, nie wiem, ale wszystkie byly przynajmniej zebrane w jednym miejscu jako zawierajace (jakkolwiek na to nie patrzec :P) nieczystosci. Pewnie zostaly zniszczone, mam nadzieje ze nie poprzez spalenie wraz z torebkami.
Dzieki za pouczajaca dyskusje moi drodzy fundatorzy:) Czekam na ciag dalszy
Pozdrawiam
Janek
Wiec wrocmy do ceremonii. Chciales wziac udzial w "tradycyjnej" - czyli jakiej? Takiej, jak w momencie, kiedy zostala wymyslona? Prekolumbijskiej ale pozniejszej (zalozmy, ze powstala dlugo przed odkryciem przez Europe)? Przed XX wiekiem?
ResponderEliminar"Tradycja" mi bardzo brzydko pachnie z banalnego powodu. Wbrew glupotom rozpowszechnianym przez uwielbiany (nie wiedziec czemu) film "Mis" - tradycja tez sie kiedys zaczyna. Twoj praprawnuk bedzie plakal, zeby zobaczyc te sama ceremonie co i Ty, tylko dla niego ona juz moze byc "tradycyjna".
Memetyka, choc moge sie mylic, nie jest nauka. Jest tylko rozwinieciem krociuchnej mysli Dawkinsa, ktora stala sie bardzo modna (co zabawne, takze wsrod "racjonalistow"). Ciekawi mnie, ale jest to w najlepszym razie paranauka.
Veto wobec tak doslownego potraktowania umowy spolecznej. Bardziej stawialbym na emergencje: bandy miesniakow jednych podbijaly, innych przyciagaly lupami i wzglednym bezpieczenstwem, a potem ustanawialy swoje prawa.
Normy pewnie nie zostaly wymyslone ot, tak - bez sensu i podstaw w materialnym swiecie, fakt. ALE duza czesc z nich, etycznych, bardziej obyczajowych, rzadziej prawnych (bo tu mamy swiadoma zmiane i aktualizacje) - pozostaje obecnie nieczytelna jesli chodzi o powody, albo wprost bezsensowna. Zdejmowanie czapki? Podawanie reki? Wstawanie do kogos? Co do etycznych, to pojade po bandzie: zakaz kazirodztwa tam, gdzie nie ma mozliwosci potomstwa nie ma sladu sensu :P
No i torebki. Nie podejrzewacie, ze ludy pierwotne nie tyle szanowaly swoj ekosystem, co po prostu rownie czesto - niszczyly go, ale na duzo mniejsza skale niz my mozemy (karczowanie, wypalanie pod uprawe itd.)? Ja nie mam tu wielkiej pewnosci.
Pawel jak sadze :P Zaczne od torebek, masz racje - istnieje teoria ze przez zniszczenie wielkich polaci lasow i uprawy ryzu (ktory produkuje metan) nasi przodkowie zakonczyli epoke lodowcowa. Ostatnio naukowcy dochodza do wniosku ze nasi dziadkowie mieli rowny albo i wiekszy wplyw na wyginiecie mamutow, mastodontow, tygrysow szablozebnych, wielkich trzymetrowych kangurow w Australii i wielu innych, niz zmiany klimatyczne. Inaczej sie przedstawia sprawa ludow w Amazonii (zaczynam sie czuc glupio ciagle o tym piszac :)) ktorych impakt w ekosystemie byl minimalny. Nie mowie ze z ich dobrej natury czy cos, mysle ze po prostu inaczej nie umieli, ten las jest strasznie odporny i wymaga ostrego przystosowania sie, a ziemie nie nadaja sie do agrikultury, bo wszystko absorbuje roslinnosc i zwierzeta ponad nia (lub w niej), same podloze prawie nie zawiera mineralow. Ale faktem jest ze wyksztalcone na bazie przystosowania tradycje i religie zawieraly potezna doze szacunku dla natury i nawet gdy mogli, starali sie jej nie niszczyc az do czasow chrystianizacji.
ResponderEliminarUmowa spoleczna na pewno nie mowimy o poczatkach spolecznestw :) Umowami spolecznymi sa np. konstytucje USA i Francji. I oczywiscie wiele norm jest juz bezsensownych.
Memetyka - pelna zgoda, na razie nie jest to nauka i nie wiem czy kiedys bedzie, wlasnie dlatego jestem wobec niej sceptyczny, chociaz jest bardzo interesujaca.
Ceremonia - tradycja sie kiedys zaczyna i wlasnie o to chodzi... Byc moze jestem w bledzie, ale po prostu chcialem zobaczyc kawaleczek przeszlosci biorac udzial w tej ceremonii. I zobaczylem, ale raczej maly. Troche o wizji swiata ludow, ktore ja stosowaly od wiekow. I nie mysl ze jest to niemozliwe, tutaj wiele tradycji zachowalo sie w niemal niezmienionej formie od czasow prekolumbijskich, zwlaszcza w dzungli (w gorach i na wybrzezu naprawde malo). W Europie z takich rzeczy prawie nic nie zostalo, albo przynajmniej nie slyszalem.
Janek
Dr. Livingstone :P
ResponderEliminarTo jak chcesz czegos europejskiego, to po przyjezdzie razem ze mna skumasz sie z neopoganami z Krakowa :P Zaufajmy ich rekonstrukcjom ;P
A przeszlosc ma to do siebie, ze... no... jest przeszloscia :P Pokoj z nia i kwiatki na grob. Nadal mysle: nie zamykaj tych ludzi w muzeum. Przezyli, dostosowali sie. Zycie toczy sie dalej. Moze za jakis czas z(re)konstruuja cos z przeszlosci, ale mowiac prawde - jesli dla nich obecna wersja rytualu dziala, to starcza.
BTW jak czytalem Twoja relacje z tych nauk, to nie moglem sie oprzec wrazeniu, ze nauczyli ich tego hippisi ;) Nie wiem czy odlaczenie sie itp. to sa rzeczywiscie bezpieczne skrypty zachowan w kulturze "pierwotnej" ;)
Dobra, ide spac :)
dr. Livingstone ;)
Ceremonia, zeby zaznaczyc jest andyjska. Dla nich dziala, i dla mnie ogolnie tez, tyle ze jak wspomnialem mialem nadzieje na cos bardziej tradycyjnego jak tam szedlem, stad ta iskierka delikatnego rozczarowania, mimo to bylem bardzo usatysfakcjonowany. Ja nie mam zamiaru zamykac ich w muzeum, wielu z nich (w Amazonii) robi to samemu i czasem niezle na tym wychodzi. Ich kultury sa tak rozne od zachodniej, ze stawiaja jej powazny opor, i czesc tradycji az do teraz zachowala sie w prawie niezmienionej, synkretycznej amazonskiej formie :) I ogladajac je mozna sie sporo nauczyc, doswiadczenia bardzo ciekawe, zwlaszcza jak wczesniej uzupelnisz je odpowiednia lektura.Ponadto, silnym zrodlem dochodow jest turystyka, a turysci chca zobaczyc, jak zyja ludzie w dzungli i jakie maja zwyczaje. Dlatego w troche sztuczny sposob, ale turystyka utrzymuje pewne tradycje jako zywe, i uwazam ze tak jest lepiej, niz zeby mieli sie przemienic w normalnych osadnikow, wyciac pol lasu dookola i posadzic kawe, ktora sie przeciez najlepiej sprzedaje i sie od niej uzaleznic, a takze od jej kupcow. Wiesz, Amazonia mnie fascynuje swoja przyroda, swoimi kulturami, jako przestrzen iluzji, tworzenia i przetwarzania spoleczno-kulturowego. Ale wspolczesna Amazonia to po prostu coraz mniej zielone pieklo, miejsce bardzo powaznych konfliktow na kazdym poziomie, jeden wielki tygiel ktory rozpoczal sie tak naprawde wraz z odkryciem ropy przez Texaco w 1966 roku (wczesniejsze kolonizacje, misje itd w porownaniu z tym co sie dzieje w ostatnim 50-leciu mialy znikomy wplyw). Nie zmienia to jednak faktu, ze jest to miejsce nad wyraz fascynujace, i czy tego chcemy czy nie, niezwykle wazne dla swiata. Czego zaluje wracajac stad, ze nie mam czasu zaszyc sie tam, troche glebiej, na troche dluzej.
ResponderEliminarJanek
wykasowalo mi komentarz czy tylko mm falszywe wspomnienie i nigdy go nie napisalem ;p?
ResponderEliminarPawel
Hm, nie wiem :P Ja go nie wykasowalem na pewno, jak kasuje pozostaje informacja ze komentarz zostal usuniety przez administratora :) Poza tym kasuje tylko posty idiotycznie wulgarne, jeden taki juz ktos mi wrzucil.
ResponderEliminarPozdrawiam!
Janek
Hmmmm... Idiotycznie wulgarny post... juz wiem o czym jeszcze nie pomyslalem na tym blogu ;P! A tak serio, to pisalem, ze jak chcesz tradycji, to po powrocie bedziesz ze mna eksplorowal srodowisko krakowskich neopogan :P Pewnie napisalem jeszcze cos, ale chyba nie bylo wazne, bo nie pamietam :P
ResponderEliminarpozdr.
Pawel
Ok :) Z wielka przyjemnoscia :) Wiesz wlasnie tutaj bardziej zaczalem sie zastanawiac nad poganami slowianskimi... I prawie nic o nich nie wiem :P
ResponderEliminarJeszcze tylko pytanie czy bedziemy umieli rozroznic to co poganskie od neo ;)
Janek
Na forach i portalach zwiazanych z ta tematyka tocza sie dyskusje na temat tego rozroznienia. Pozwole sobie uznac je za jalowe. Zwyczajnie mam wnioski z nich w d... Najczesciej zreszta "ostateczny argument" to semantyka. Ze "paganus" to znaczylo to i tamto, a teraz to siamto. I ch...? - chcialoby sie rzec.
ResponderEliminarZ tego, co czytalem (okruszki zaledwie), to slowianski poganizm zostal zmieciony w pyl i rekonstrukcji od konstrukcji nie odroznisz.
Ja pozostaje przy zalozeniu, ze religia ma "dzialac" dla jej wyznawcow i jesli stare obrazy bogow wymarly, to nie widze problemu w medytowaniu nad, dajmy na to, Welesem tak dlugo az objawi sie cos nowego. Perspektywa historyczna nie jest mi do szczescia potrzebna. W czytanej przeze mnie (3. podejscie i nadal tak samo trudno!) "Historii filozofii muzulmanskiej" mowi sie o tym "hierohistoria", jesli dobrze to zrozumialem. Historia objawiona, swieta. W takim rozumieniu uwazam, ze Weles (bog magii, zaswiatu itd.) zrekonstruowany z autentyczna czcia jest tozsamy z Welesem sprzed chrystianizacji.
Ale jak mowie - historia nie jest do szczescia potrzebna.
Pozdr.
Pawel
No wlasnie Pawel, mysle ze w koncu zrozumialem pewna roznice ktora dotychczas gdzies tam mi mignela przez umysl, ale jakos byla nie uchwytna. Bo widzisz, mnie wiara religijna pogan, wyznawanie bogow etc importa un huevo :) Ja szukam czegos innego, i pewnie z tego ta cala dyskusja na 23 posty :) Co mnie interesuje, to jak Ci ludzie mysleli i jak postrzegali swiat, ich wizja wszechwswiata, natury, miejsca czlowieka we wszechswiecie, itd. Uwazam ze przez to mozemy sie dowiedziec wiele o nas samych. Oczywiscie ich mitologia tez mnie interesuje i magia tez, bo sa nieodlacznym elementem ich wizji swiata, ale jak sie czci obecnie Welesa - jakos mniej. Poza tym ze mogloby cos powiedziec o tym jak sie go czcilo dawniej. Nie wiem, mysle ze postrzegam to bardzo z perspektywy nauki, zrozumienia. Cos nam moze powiedziec o historii i o czlowiekum i jego rozwoju. Podobnie z jezykami, uwazam ze sporo nam moga powiedziec o sposobach myslenia, postrzegania a takze o naszych strukturach mentalnych (byc moze tu nieco przesadzam, jesli tak to dlatego ze jeszcze male mam pojecie o psychologii i lingwistyce, chociaz mnie interesuja bardzo). Dlatego uwazam, ze ich ratowanie, odroznianie od pozniejszych wplywow, jest istotne. A obecna zaawansowana cywilizacja no coz, malo z tych rzeczy przyjmuje do siebie a za to niszczy (nie w sensie negatywnym, po prostu - doprowadza do destrukcji przez swoja wlasna sile) bardzo szybko i doszczetnie. I dlatego dla mnie jest istotne rozroznienie poganskiego od neo. No coz, zobaczymy jak to z tym jest. Ale Twoj punkt widzenia tez rozumiem, i szanuje. Po prostu mamy troszke inne priorytety.
ResponderEliminarJanek
Kiedy pisalem o "zamykaniu w skansenie" - te wlasnie roznice mialem na mysli :> Tradycje zyja - i sie zmieniaja - albo sa martwe. Punkt widzenia nauki jest albo zewnetrzny i robimy muzeum, albo uczestniczacy i wtedy wypada zaakceptowac, ze jedyna stala jest zmiana.
ResponderEliminarI jeszcze pol biedy, kiedy jest jakies stronnictwo tradycjonalistow (inna sprawa, ze czesto to po prostu rzecznicy spoleczno-moralnego regresu i degeneracji, tak np. oceniam katolickich "tradycjonalistow"), ale kiedy ze "starej, dobrej tradycji" zostaly drzazgi w nowej desce? Zreszta zauwaz: ciekawi Cie ich oglad swiata, wierzenia, tradycje, kosmos. Nie chce byc wredny, ale to jest zadanie muzealnika: zrobmy ladna wystawe, zeby ja obejrzec, a potem pojsc dalej. De facto to nie wymaga zywej tradycji, wystarczy wlasnie wystawa w muzeum, album, ksiazka. Nie masz wrazenia, ze ta tradycja nie jest dla Ciebie celem tylko srodkiem? Taki czar przeszlosci.
Wiesz, jestem w stanie zaakceptowac taki sposob patrzenia, ale nie konca wiem czy tez to widzisz. Ze na pewno nie jest to do konca swiadome "zamykanie w skansenie", ale cel jest taki: zrobic wystawe na wieczna rzeczy pamiatke, zebysmy mogli sobie dla dobra nauki i wlasnego obejrzec, jak tu drzewiej zyli ludzie :P
Nie masz takiego wrazenia?
Pozdrawiam
P.
Wlasnie z godzine pisalem komentarz i mi sie skasowal, zaraz tutaj fikne...
ResponderEliminarOk. Po pierwsze - masz racje, dla mnie kultura jest bardziej srodkiem niz celem. Ale jak mialaby byc celem? Musialbym wierzyc w ich religie, wyznawac ja i kultywowac.
Poznawac kulture zywa jest ciekawiej niz w muzeum, perwersyjne to ale prawdziwe. I nie pisz mi ze ksiazka, muzeum to to samo co kontakt z ludzmi, ktorzy tym zyja. Oprocz tego ich filozofia jest bardzo ciekawa, kontakt z tymi ludzmi pozwala na spojrzenie na wiele spraw z innego punktu widzenia.
Masz oczywista racje jesli chodzi o kultury ktore zyja sobie w spokoju obok innych i przez dyfuzje kulturowa przejmuja rozne elementy i zanikaja. Jesli tak jest, coz, "let them go gracefully", dynamika jest tu niezaprzeczalna. Jednak kultury zanikaja przez wieki, a sa masakrowane w przeciagu chwil. Jakos nie slyszalem o zadnej wielkiej kulturze ktoraby zaniknela, mysle ze wiekszosc zostala podbita, zmasakrowana i przymuszona do wiekszej zmiany. I chrystianizacje rowniez zaliczam do masakrowania kultury, jest pewna swietnie przygotowana bronia.
Jesli chodzi o plemiona amazonskie, jakos tak inna od ich wlasnej kultura zachodnia nie wydawala sie ich szczegolnie pociagac. Jak odbyla sie przemiana?
1. Chrystianizacja - misjonarze swietnie przygotowani do zadania, ucza sie jezyka, studiuja co wiemy o kulturze aby jak najefektywniej schrystianizowac. najwieksza rola - Summer Institute of Linguistics y Salezjanie. Indianie nie maja z nimi szans. Misjonarze przemieszczali cale plemiona i tworzyli rezerwaty koncentracyjne ktore nadzorowali. Czesc z nich jeszcze istnieje. Dziwnym trafem tam, skad ich eksportowano rozpoczyna sie wydobycie ropy.
2. Naciski na terytorium - wystarczy troche ograniczyc terytorium indian aby ich kultura zginela - musza zmienic calkiem swoje zachowanie, aby wyzyc z terenu ktory im pozostal. Zaczynaja produkowac wazniejszy wplyw na srodowisko.
3. Prawo o Ziemi Niczyjej - nie uprawiana ziemia jest niczyja, uprawiana - twoja. Aby ratowac swoje tereny indianie musieli zaczac uprawiac ziemie, osiedlic sie, co na zawsze zmienilo ich zwyczaje.
4. Ropa naftowa - wydobywanie jej na terenach indian wprowadza bardo powazne zmiany w ich zwyczajach i otoczeniu.
Te grupy dlugo sie bronily przed ucywilizowaniem, i nie widze tutaj tej dobrowolnosci. I mam wrazenie ze przewaznie tak to wyglada, przychodzi cywilizacja i dzikusy musza sie ucywilizowac aby przetrwac, jak nie to wygina. Mam wrazenie ze zdecydowanie czesciej to nie oni wychodza z dzungli proszac o swoje pierwsze majtki (aby zacytowac Cejrowskiego), ale to ktos im je przynosi i chce, aby ubrali. Bo wtedy moga pracowac np przy wydobyciu ropy, nie atakuja tak latwo obcych, nie stwarzaja problemow na swoim terytorium. I mysle ze podobnie to wyglada rowiez w innych miejscach swiata.
Jako prezerwacje kultury rozumiem dzialania przeciw wplywom cywilizacyjnym. I nie chodzi mi o tworzenie rezerwatow (chociaz jakbym mogl zamienilbym cala Amazonie w jeden wielki rezerwat przyrodniczo-kulturowy:P Nazywaj to jak chcesz), ale o tworzenie atmofery tolerancji dla innych kultur. Np. zakazanie chrystianizacji na tych terenach, legalizacja ziemi z uszanowaniem roznic kulturowych miedzy grupami etnicznymi, wolnosc prowadzenia swoich praktyk religijnych i kulturowych, zakaz wydobycia ropy na ich terenach, itd. Czesc z tych rzeczy juz sie stala, ale - nieco za pozno. Czesc ciagle sie dzieje. A jesli chca sie wlaczyc w dzialalnosc rynkowa i wymiane dobr (zostali wlaczeni przy chrystianizacji, ktorej pierwszym krokiem jest ucywilizowanie), mozna tworzyc programy turystyki komunalnej, ktora generuje powazne dochody i prezerwuje kulture. I Uczciwy Handel. Wole aby robili te rzeczy, niz aby wycieli wszystko dookola siebie i posadzili kawe, lub wyemigrowali do miast w poszukiwaniu pracy (gdzie nie maja za wiele do zaoferowania). I prezerwuje kulture.
ResponderEliminarTam gdzie ludzie sie roznia jest wojna, taka lub inna. Nie wiem, mam nadzieje ze jestesmy juz wystarczajaco cywilizowani aby zaczac tego zaprzestawac.
Poki kultura istnieje, mozemy z niej wziasc to co chcemy (pod warunkiem ze nie strzelaja do przybyszow:P), Ty ich wierzenia religijne, ja wizje wszechswiata i jezyk. Jak zginie, coz, pozostaje nam jedynie smutna rekonstrukcja.
Janek
Mysle ze to jest celem, aby ludzie z roznych kultur zyli sobie w spokoju obok siebie, jesli chca - nieco oddzieleni, tak na wszelki wypadek.
ResponderEliminarJanek
Znów: "tak jak juz mowilem", tez uwazam ze "wynaradawianie" trzeba oddzielic od "zwyklego" przeplywu miedzy kulturami. Ich rdzennej, nazwijmy to, kultury juz nic nie ocali, bo swiat wokolo sie zmienil i trzeba by ich odizolowac jak odizolowany byl tytulowy bohater "Truman Show". Chocby nie wiem co - w koncu dostaniesz rytual z nalecialosciami takimi czy innymi. Czy beda to karty kredytowe jako wyrocznia, czy chrzescijanscy swieci jako awatary lokalnych bostw.
ResponderEliminarNie chcialbym jechac lamerska wersja Kanta, ale traktowanie kogos czy jego kultury jako srodek jest zawsze troche niebezpieczne i nie fair :)
Mozna probowac zatrzymac pakowanie sie "swiata" w ich swiat, ale tak:
- zabronisz wydobycia ropy, to Cie zjedza spece od wlasnosci, suwerennosci i innych cudow-niewidow
- zabronisz misji, to zjedza Cie swietoszki, ze to jest atak na chrzescijanstwo i blebleble - to akurat jest sprawdzone rowniez w Polsce, nie wystarczy, zeby kazdy mogl zyc po swojemu, niektorzy musza miec "prawo" do pchania sie blizniemu swemu w talerz
- zostawisz ziemie "niczyja" to zje Cie przecietny czlowiek wychowany w kulturze europejskiej, bo przyzwyczail sie, ze zlodziejstwo uprawiane przez "panow" jest naturalne i "ziemia musi miec wlasciciela", co wiecej, ze ktokolwiek moze byc "wlascicielem" ziemi
Moim zdaniem (i nie jest to postulat, oswiadczenie programowe itp.) jedynym, ale naprawde - jedynym - ratunkiem dla tych ludzi byloby w jakis cudowny sposob zaadaptowac sie do tego, ze swiat poszedl pare tysiecy lat do przodu. Zaadaptowac sie z kultura, religia i reszta. Nie wiem jak, nie pytaj. Nawet nie wiem czy to w ogole jest mozliwe. Inne wyjscia, ktore widze:
a) pozostanie "gatunkiem na wyginieciu", z jedyna perspektywa, wyginiecia wlasnie
b) w wyniku jakiegos kataklizmu caly swiat zostanie przywrocony +/- do ich poziomu
Nie czarujmy sie - to sa reklity czasow zaprzeszlych i nie maja wielkich szans.
Nie mowie, ze nie warto tego chronic, ale to kwestia jak dlugo jestes w stanie utrzymac skansen, ewentualnie ile oni w nim przezyja. Tak czy siak, sa to smutne rachuby.
I oczywiscie masz racje.... Na pewno nie jest latwo to ratowac i chronic, ale to nie oznacza ze nie warto probowac... To ze cos odejdzie w niepamiec nie oznacza ze nie warto sie starac aby zostalo na troche dluzej... W koncu kiedys wszystko odchodzi na zawsze :)
ResponderEliminarPozdrawiam
Janek