viernes, 6 de noviembre de 2009

Na polnoc od Quito

W weekend bylym w Quito aby zawiezc swoje bagaze, korzystajac z chwili wolnego postanowilem udac sie do Otavalo, aby zobaczyc to miasteczko i kupic pare pamiatek, a takze odwiedzic Chota i Mascarilla, dwie miejscowosci afroekwadorskie. To moja ostatnia podroz podczas wolontariatu, pozniej juz tylko powrot do domu...

Otavalo to ladne miasteczko troche na polnoc od Quito, polozone nad jeziorem, jedna z jego atrakcji turystycznych jest rowniez jakas kaskada. Otavalo jest jednak znane z tego, ze ma wielki i bardzo tani rynek, na ktorym mozna kupic mnostwo rzeczy, glownie turystycznych. Wchodzic na ten rynek powinno sie majac przy sobie malo pieniedzy, bo sie wychodzi bez nich, obladowanym siatkami.

Chota ma swoja specyficzna magie... Polozona w ladnej dolinie, malutka i sucha miejscowosc afroekwadorska, (bialy czlowiek rzuca sie tam w oczy =)), z ktorej pochodza najlepsi pilkarze Ekwadoru. Podobno pilke nozna sie tam kocha. Poza tym, miasteczko jest biedne i poza swoimi mieszkancami niczym sie nie wyroznia. Ludzie wydaja sie byc mili, w restauracji (nie szczegolnie czystej i pelnej much), mialem okazje zjesc dobrze i tanio i pogadac z kilkoma zyczliwymi osobami (interes rodzinny).

Mascarilla jest jeszcze mniejsza (obecnie mieszkancy dzialaja, aby stala sie... parroquia) i nie mialaby soba nic do zaoferowania zwiedzajacym, gdyby ktos tam nie wpadl na genialny pomysl wyrobu i sprzedazy masek. Maski to nieodlaczna czesc kultur afrykanskich, i afroekwadorczycy z Mascarilla postanowili ten motyw wykorzystac w swojej ekspresji kulturowej i rozpetac interes. I, udalo im sie - przez jeden sklep i grupe ludzi, Mascarilla stala sie znana, moze jeszcze nie slawna, ale juz w miare znana. Maski sa ciekawe, niektore nawet bardzo, pani ktora sprzedawala zyczliwa i otwarta. Do Ibarra wracalem stopem, podwiezli mnie mieszkancy miasteczka (rodzina, jeden z nich, mlody chlopak, byl pilkarzem), co mile nie musialem nic placic, kiedy w Ekwadorze bardzo czesto za podwiezienie trzeba dac odrobinke wiecej niz za autobus, przynajmniej na krotszych dystansach). Droge powrotna do Ibarra, na pace, spedzilem na rozmowie z facetem, nazywal sie Angel Espinoza, rolnik z Mascarilla, wydawal sie madrym i milym czlowiekiem (chociaz czasami przygladal mi sie dosc krytycznie=)), spedzilismy niezle czas, czegos sie od siebie uczac.

Coz, w tej krotkiej podrozy spedzilem milo czas, chociaz na rynek w Otavalo nie powinienem byl wchodzic=) Wydalem tam kupe kasy i wrocilem do domu z mnostwem rzeczy. A, i jak sie cos tam kupuje do ubrania, lepiej to wyprac zanim sie ubierze, kupilem sobie sliczne zielone spodnie od ktorych mam sporo slicznych czerwonych kropek... Ot, nauczka.

No hay comentarios:

Publicar un comentario