Mysle, ze czasami aby cos zrozumiec, trzeba dostac porzadny lomot od zycia. Wtedy czlowiek sie zastanawia nad swoja hierarchia wartosci, nad swoimi plusami i minusami, co moze zmienic aby bylo lepiej. Czasami trzeba sie gdzies zatrzymac, siasc na chwile w trawie, i nie myslec, po prostu obserwowac swiat dookola Ciebie, aby cos do Ciebie dotarlo. Cos spoza tych wszystkich struktur, ktore masz w glowie. Tyle rzeczy ktore nas tak martwia, w rzeczywistosci nie maja wiekszego znaczenia. Czasami sie zastanawiam, skad mamy tyle bzdur w glowie, skad to wszystko sie tam wzielo, kiedy stalo sie czescia nas samych? Kiedy CV stalo sie wazniejsze od tego, kim naprawde jestesmy? To po prostu niesamowite.
To cale myslenie ambicjonalne, ochrona wlasnje dumy, ten glod przejawiajacy sie na tyle roznych sposobow, swoiste uzaleznienie "wiecej wiecej wiecej". Po co to wszystko jest jednostce potrzebne?... Tak czesto bardziej nam zalezy, aby wydawac sie, aby sie dobrze sprzedac, tworzyc pozory, niz faktycznie byc. To wydaje mi sie tak smutne, zapominamy czego tak naprawde chcemy, co jest tak naprawde wazne dla nas w tym zyciu. Tyle tak pieknych rzeczy tracimy w pedzie, w ktorym nieustannie jestesmy. Omijamy, niezauwazamy zajeci codziennoscia, czasem po prostu deptamy. Nie rozumiem. Za czym biegniemy tak szybko? Czy to jest naprawde to, czego chcemy? I kiedy, dokladnie, tracimy nasz cel z oczu, rozpraszamy sie na tysiace i biegniemy w tysiacach kierunkow? Ile z tego, co robimy, robimy bo to lubimy, bo to chcemy robic?
I jeszcze jedno, bardzo wazne pytanie: Kiedy zycie stalo sie droga?.... I dokad?
Na tym swiecie tak naprawde nie wiele rzeczy jest waznych. Chcialbym sie nauczyc zyc momentem, czerpac przyjemnosc z kazdej czynnosci, umiec zatrzymac sie na chwile, aby tak naprawde podziwiac krajobraz. I nie w momencie ktory sobie do tego wyznaczylem bo akurat mialem czas w moim planie zajec, i spogladajac na piekno gor nie myslec o tym, ze gdzie indziej na pewno jest piekniej i to moj nastepny przystanek, bez tego glodu "wiecej wiecej wiecej". Wlasnie, zatrzymac sie na chwile i polezec sobie w trawie, nie myslac.
Tak wyewoluowalismy, ze lubimy zycie (inaczej dawno by nas tu nie bylo...), a jednak z jakiegos powodu tak je potrafimy marnowac. A zycie krotkie jest, i trzeba wykorzystac kazdy moment. I nie po to, zeby osciagnac cos nowego, czy zarobic kolejne pieniadze. Wykorzystac kazdy moment, aby zyc i cieszyc sie zyciem. Piszac te slowa nie moge nie przypominac sobie mojego dziadka Stanislawa, ktory potrafil sie cieszyc kazdym dniem, siedziec w ogrodzie i obserwowac piekny dzien, obserwowac jak "trawka sobie wesolo rosnie". Dziadek nie mial porzadnego wyksztalcenia i byl prostym czlowiekiem, i jednoczesnie tak madrym....
Jakze chcialbym sie tego nauczyc. Ktos madry kiedys powiedzial, "Wazne aby byc czlowiekem" (nie pamietam, kto). Jestem magistrem politologii, mowie piecioma jezykami (dobra, trzema, dwoma bardzo slabo), tyle miejsc zwiedzilem, a w dalszym ciagu tak naprawde nic sie nie nauczylem. To wszystko tak naprawde tak niewiele znaczy. Chcialbym nauczyc sie byc, a nie sprawiac pozory. Chcialbym umiec sie zatrzymac. Te lekcje na pewno nie beda latwe.
Festivalfff 2012
Hace 13 años
No, no, Panie Ewolucjonisto - z racji takiego swiatopogladu i metodologii te pytania sa w zasadzie odpowiedziane :P Tak jestesmy skonstruowani, bo sie oplacalo :P
ResponderEliminarAutorefleksja motywowana lomotem od zycia to, wbrew pozorom, pojscie na latwizne - moim skromnym itd. :) Trudniej korygowac sie na biezaco i z uwaga niz odbic na ostro i bez sensu przy pierwszej traumie.
Co do pogoni za materia, to niby sie zgadzam, ale zawsze wisi nade mna, ze pewna osoba powiedziala mi, ze moge miec takie poglady glownie dlatego ze mi nie zbywa za bardzo na niczym (no, w granicach "sredniej krajowej"). Byloby mi troche gorzej to docenilbym slodki materializm i radosc pieniadza. Moze tak, kto wie...
Inna sprawa, ze znam osoby, ktore dziela moje poglady a maja gorzej niz ja. Wiec moze nie tak do konca jest jak uslyszalem. Ale trzeba miec to na uwadze.
Mysle, ze "uczenie sie byc" to troche oszustwo. Wydaje mi sie, ze to jedna z tych rzeczy, ktorych "uczenie sie" rodzi tylko kolejny biznes: poradniki, samopomoc, biografie, autobiografie, podreczniki... po ktorych nie zostaje czasu na samo "bycie". To po prostu trzeba zaczac robic i tyle.
Pozdrawiam
Pawel
Dzieki za konstruktywna krytyke Pawle :)
ResponderEliminarI oczywiscie masz racje, trudniej jest korygowac sie na biezaco, pewnie dlatego sie otrzymuje niektore lomoty od zycia :) I bywaja one przydatne przy prowokowaniu refleksji...
Co do pogoni za materia to jasne ze chodzi o klase srednia i wyzej, na pewno nie bede mowil czlowiekowi umierajacemu z glodu aby przestal sie martwic rzeczami materialnymi... Ani matce wychowujacej 5 dzieci w jednym pokoju.
Co do uczenia sie byc, nie mam zamiaru siegac po zaden poradnik. Reflekcja dotyczy tego, ze fajnie czasem sie odlaczyc, zastanowic co tak naprawde lubisz i robic to, poukladac sobie wszystko w glowie tak, jak chcesz. Odlaczyc sie od presji innych jak najbardziej to mozliwe. Nie udawac zbyt wiele, byc tym kim jestes. Cieszyc sie jakims momentem. Nie wiem jak tobie to brzmi, ale ja ostatnio odkrylem ze mam powazny problem cieszyc sie chwila i przynajmniej dla mnie rzeczy o ktorych napisalem wyzej sa strasznie trudne. I do tego potrafilbym to swietnie usprawiedliwic, tyle ze... nie chce. I nie chodzi mi o stanie sie jednym z tych ludzi tak skoncentrowanych na swoim wnetrzu ze nie widza nic poza nim, new age itd (wiesz o co mi chodzi). Nie chodzi o szukanie odpowiedzi w ksiazkach, tylko o refleksje nad soba samym. Co w tym cos zlego?...
Janek
Pogon za materia itd.: wiesz, apetyt rosnie w miare jedzenia i to sie czuje. Najpierw sie utrzymac. Potem pomyslec o zapewnieniu sobie przyszlosci bo emerytura to pic na wode. W miedzyczasie moc zalozyc rodzine. Albo po prostu pokonsumowac zycie troche bardziej. Sedno jest w tym, ze negacja materializmu ("niskie", "glupie", "niechlubne") to tez taka raczej arbitralna postawa :)
ResponderEliminarZreszta bardzo dziwna, dla mnie osobiscie, kiedy np. analizuje moje odczucia w galeriach handlowych. Jestem tam fizjologicznie zmeczony i bardzo bliski doslownego znaczenia zwrotu "chce mi sie rzygac" :P
Sadze, ze tak naprawde rdzeniem takiej "niecheci" do materializmu powinno byc to, ze on najczesciej prowadzi do nieskonczonego nienasycenia. Apetyt rosnie..., jak napisalem na poczatku.
Refleksja: nie mowie, ze chcesz siegac po poradnik czy szukac w ksiazkach, bo to wszystko oczywiscie takze ma swoje miejsce :) Sugeruje po prostu, ze "uczenie sie" tego to nie do konca jest dobre okreslenie. Tak, dla mnie to tez dosc nudne - chociaz na laczce w gorach, na szlaku, jest juz inaczej. To chyba kwestia znalezienia sobie miejsca na cieszenie sie ;) Jak czytasz o jodze czy medytacji to zaczyna sie od "znajdz spokojne miejsce" albo podobnego. A przeciez w zalozeniach jest, ze spokoj jest w nas zawsze. Czemu unikac irytujacych ludzi, skoro moj nastroj zalezy ode mnie? Ano temu, ze trzeba w sobie odkryc ten spokoj i te "kontrole" (imho to zle slowo, ale...) nastroju. Tak samo tu, jak sadze. Najpierw znajdz miejsce, a z czasem moze okaze sie, ze kazde jest tym jedynym :)
Co do ludzi schowanych w swoim "wnetrzu" jak slimaki, to dzisiaj wpadlem, podczas mojej jogi zreszta :P, na eugenialny pomysl ;) Opisac "rozwoj duchowy" terminach behawioryzmu :D "Rozwoj duchowy" jako proces uswiadamiania sobie bodzcow i ich oddzialywania na jednostke - by przekroczyc te uwarunkowania (krok poza imho przytepawe zalozenia tego kierunku psychologii). Na razie brzmi dla mnie niezle, a co najgorsze (antynomia zamierzona :P) - musialbym zapoznac sie blizej z behawioryzmem, ktory wywoluje u mnie reakcje alergiczna, chociaz doceniam go za unaukowienie dyskursu, zwlaszcza psychologicznego.
Pozdrawiam
P.
Panie Pawle,
ResponderEliminarjak Pan sam stwierdził, jesteśmy w jakiś tam sposób skonstruowani, czyli w mojej teorii, tak a nie inaczej widzimy świat i na niego patrzymy. Żyjemy w środowisku któremu joga nie jest naturalna a raczej jest tez swoiście nakręconym biznesem. Oczywiście musielibyśmy sobie przedefiniowac teorie biznesu i "uczenia się". bo przecież tak lubimy (my ludzie Europy) spierać się o teorie.
I mam też wrazenie, że tego innego nie-materialnego spojrzenia na rzeczywistość musimy się nauczyć. Chocby na jodze trzy razy w tygodniu. I wcale nie wydaje mi się, że czytanie autobiografii czy poradników jest metodą gorszą.
Bo to inne spojrzenie na rzeczywistoość jest nie tyle w opozycji- jak wydaje mi się kreślisz, do nie-materialnego. Jest po prostu inne. i tych innych może byc i pewnie jest niemiara. I to wcale nie rozgrywa się w granicach, bądz poza- sredniej krajowej. "przedstawiciele" i sredniej i niskiej krajowej, chcac nie chcac, sa skonstruowani w tej samej i przez tą samą rzeczywistość.
Notka Janka wychodzi już poza owe arbitralne rożróznienia binarne i wartościowanie.
I myśle, że ma ogromne znaczenia, że pisana jest z tej drugiej strony Atlantyku. Z tej innej rzeczywistości. i wcale nie mam tu na myśli żadnej innej rzeczywistośći przez duze RZ, a własnie taka zwykłą, a nawet zwyklejszą. Tylko, że tamtą.
I myślę, że to odczucie czasu jest ważne. Tego czasu innego niż gregoriański, nie wydzielanego i kończącego się.
Bo apetyt wcale nie musi rosnąc w miarę jedzenia. Tylko tak przywyklismi myśleć. A, że wcale tak mysleć nie musimy czasem wydaje się az niewiarygodne.
W międzysczasie jogi proponuje lekture choćby tak sztandarowego już przewodnika po cykliczności czasu i nie tylko jak "Sto lat samotności". I koniecznie z ciepłą herbatą z sokiem malinowym i kocem, bo takie mamy naturalne, sprzyjające środowisko. w lesie mogłby nos zastygnąć ;)
POzdrawiam także,
a zwłaszcza Janka :)
iza
Witaj Iza, wspaniale Cie (a wlasciwie Twoj slad) tu widziec!
ResponderEliminarNie bardzo chcialem tu komentowac, ale jedna rzecz chcialbym podkreslic odnosnie powyzszej dyskusji, bo mam wrazenie ze bardzo zawezamy temat, schodzac na mocno obgadane nudne i typowe tematy materializmu i konsumizmu.
Chodzilo mi o cos bardziej ogolnego - nasza chec pokazania sie innym i motywacje wywolane presja szeroko rozumianego otoczenia - spoleczne, grupowe, etc. Nie chodzi jedynie o "wiecej wiecej wiecej" w sensie gromadzenia przedmiotow. Ten sposob myslenia aplikujemy takze do doswiadczen, podrozy, czytania ksiazek, awansu zawodowego, i calego szeregu innych rzeczy. Wlasnie o sposob myslenia tutaj chodzi, ambicjonalny, wielokrotnie bezsensowny. Oczywiscie nie twierdze ze to zawsze ma miejsce kiedy robimy ktoras z powyzszych, czasem podrozujemy bo naprawde nas interesuje co jest Tam, kupujemy piaty samochod bo uwielbiamy te stare cadillaci, czytamy kolejna ksiazke bo sa bardzo interesujace i to naprawde sprawia nam przyjemnosc, staramy sie o awans bo bedzie troche latwiej zaplacic kredyt na mieszkanie i nie trzeba bedzie spedzac w pracy 12 godzin dziennie. Ale czesto tak nie jest. Czesto robimy, to, aby byc lepiej widziani, albo po prostu nie wiemy dlaczego. Bo wszyscy tak robia. Albo ci, do ktorych chcemy nalezec lub sie upodobnic, ci inni i lepsi od reszty. W rezultacie pedzimy za czyms co nie jest istotne i droga staje sie celem samym w sobie bez zadnego sensu. Marnujemy czas. Gubimy to co jest wazne, podrozujac nie uczymy sie tego, co z latwoscia moglibysmy sie nauczyc, nie doceniamy tego co przeczytalismy, wydajemy pieniadze na rzeczy zupelnie zbedne (swoja droga "pokonsumowac zycie troche bardziej" jakos na zadnym poziomie do mnie nie przemawia w odniesieniu do materializmu...). Nasze motywacje czesto nie sa jasne, nie wiemy dlaczego chcemy pewnych rzeczy, i wyglada na to ze przerazajaco czesto robimy cos dlatego ze inni tak robia albo aby zablysnac. Spotkalem wielu juz podroznikow, ktorzy podrozuja aby pozniej opowiedziec te "fascynujace historie" innym i zrobic na nich wrazenie. Wielu podrozuje, chociaz sa znudzeni "kolejnym jeziorem, kolejna gora, kolejnym miasteczkiem" (ok, to troche inna historia z ktorej mozna wyciagnac pewne ciekawe wnioski, jeszcze zalezy jakie za tym leza intencje). W krajach zachodnich wytworzyla sie pewna kultura podrozowania, ktora kreuje pewna presje, aby ruszyc w droge. Tylko po co i dokad... Moze wlasnie to jeden z powodow dlaczego turystyka wyglada jak wyglada, poszukiwanie wrazen wrazen wrazen, smutno i bez wiekszego sensu. Jak napisales Pawle, apetyt rosnie w miare jedzenia...
Oczywiscie presja otoczenia to sila strasznie potezna, i ciezko miec pretensje do kogokolwiek ze jej ulega, ale to nie znaczy ze jest to rzecz dobra, ktora powinnismy zostawic i po prostu zaakceptowac. Uwazam ze naprawde warto zastanowic sie, jaki procent z naszych dzialan to akcje na pokaz, dla innych, nie zdajac sobie z tego sprawy, a jaki wykonujemy dla nas samych, bo to lubimy. Przy danym przedsiewzieciu, ktore z nich dominuje? Mysle ze gubimy sie w tym wszystkim, wpadamy w ten rytm i zapominamy o tym, co wazne, gubimy siebie samych, zapominamy o celach ktore maja jakis sens (jesli jakiekolwiek maja). Myslenie ambicjonalne wydaje sie nieodlacznie powiazane z tym, jak nas widza.
ResponderEliminarOczywiscie, w naszym swiecie nie da sie wyeliminowac pozorow, ale wiele rzeczy mozna zminimalizowac. Nie chodzi o wiecej niz myslenie, zastanawianie sie nad soba, aby zalezec bardziej od siebie niz od innych. Odlaczyc sie troszke. Pomyslec, czego tak naprawde chcesz, i dlaczego, i zaczac to robic. Oczywiscie nasz obraz w oczach innych jest bardzo istotny (tak przynajmniej twierdzi psychologia spoleczna, znane powiedzenie o wielbladzie i siodle...), ale nie musi byc az TAK wazny jak bywa. Zastanawiajac sie nad samym soba, mozna wiele rzeczy zrozumiec i zmienic, pewne wplywy zminimalizowac. Jak mowi Przemek, we wszystkim trzeba znalezc pewna rownowage, umiar, ekstrema i radykalizmy zwykna byc powaznym bledem.
I, przynajmniej dla mnie, nie jest latwe po prostu byc. Staram sie, ale wielokrotnie mi nie wychodzi, wiec - caly czas sie ucze. Mysle ze stan idealny nie jest osiagalny, jesli w ogole istnieje i moznaby go zdefiniowac, ucze sie i byc moze z czasem porazki beda o wiele rzadsze. W tym sensie uwazam ze slowo uczyc sie nie jest pojeciem nietrafnym, okresla dokladnie to co robie - i pewnie bede to robil do konca zycia, bez znaczenia ile bede zyl. Z obecnego punktu widzenia, mam taka nadzieje. Mam nadzieje ze nie zapomne gdzie po drodze.
Janek
Nie trzeba mnie "panowac", Pani Izo ;)
ResponderEliminarMoja niechec do biografii i poradnikow oczywiscie jest troszke przerysowana, ale jest stara nauka gdzies ze Wschodu: nie myl Ksiezyca z palcem, ktorym ci go wskazuja. A my mamy lasy palcow. Sa juz poradniki pisania poradnikow. Khem, khem...
Janku, czlowiek to zwierzak spoleczny. To polega, m.in. na kolekcjonowaniu oznak statusu w stadzie. Moze nie jestesmy forpoczta ewolucji, tylko mutantami jej slepej sciezki :>?
Niektorzy po prostu oceniaja sie oczami innych. Czy mozna to zmienic? A bo ja wiem...
A cala "nauka" polega na zatrzymaniu sie. A jak widzisz, ze "znow sie ruszylo", to zatrzymaniu sie znowu. Cytujac, oczywiscie przeczytane gdziestam :), madrosci to chodzi wlasnie o brak wysilku. Wiem, ze to trudno zrozumiec w sensie - zinternalizowac, na poziomie ponad zrozumienie slownikowe. Ale tak jest: brak wysilku. Ostatnio sie o tym przekonuje w praktyce.
Apropos to jak wrocisz - zapraszam :)
P.