Jako ze pracuje z dziecmi, mam sporo spostrzezen, ktorymi postanowilem sie podzielic oprocz tego co juz pisalem. Wplynely na to odwiedziny u Marzeny, kolezanki z Polski, w Chunchi, gdzie pracuje jako wolontariuszka - pracownik socjalny.
Zjawisko pracy nieletnich (trabajo infantil) jest czyms normalnym i powszechnym w Ekwadorze ("jak chce jesc, to przeciez musi pracowac, bo jak inaczej"....) , i wyglada na to ze w innych krajach Ameryki Lacinskiej tez. Troche wyobrazni badz wiedzy i efekty spoleczne mozna sobie latwo wyobrazic - brak edukacji i przesadzona niska pozycja spoleczna, rozwarstwienie i powolne przemiany spoleczne, polityka populistyczna i mesjanistyczna, i wiele innych. Eliminacja tego problemu jest rowniez jednym z najbardziej finansowanych dzialan spolecznych na swiecie, niezle projekty w tym temacie maja spore szanse na zdobycie pieniedzy, co czasami daje mi do myslenia.
Krotki opis 2 skrajnych sytuacji, jakie tutaj napotkalismy.
Colta - miejscowosc rdzennych mieszkancow, niedaleko Riobamba. Indianie tutaj maja tradycje... sprzedawania swoich dzieci. Do pracy - glownie za granice, ale tez w Ekwadorze. Jakos 45 lat temu spotkalo to mame naszego koordynatora (ktora ma lat 51, on 36, ale tutaj to nie jest niczym niezwyklym). Piekne obietnice, a w rzeczywistosci dziecko niejednokrotnie czeka niewolnicza praca, brak jedzenia, oczywiscie rowniez edukacji, wykorzystywanie seksualne.... Sprzedawanie dzieci jest juz elementem tradycji i swiadomosci spolecznej w Colcie, co sprawia, ze jest niezwykle trudne do wykorzenienia. Na to wplywaja tez inne problemy, takie jak ubostwo i migracja ludnosci przez nia spowodowana (dzieci zostaja same, z babciami lub dziadkami). Handel dziecmi i migracja sprawia, ze w Colta wlasciwie nie ma nastolatkow i mlodziezy, sa jedynie dorosli (glownie ludzie starsi) i male dzieci.
Chunchi - miejscowosc polozona 3 godziny drogi na poludnie od Riobamba, w Sierze. Sliczne i w miare czyste, z 3 tysieczna populacja ale polozone na malym terenie miasteczko. Chunchi jest wyjatkowe pod wzgledem migracji - prawie wszyscy emigruja do Stanow Zjednoczonych i Hiszpani, zostawiajac swoje dzieci w Ekwadorze. 52% dzieci w Chunchi ma przynajmniej jednego z rodzicow za granica. Mowi sie, ze mieszkancow Chunchi w USA jest wiecej niz w miasteczku. Oczywiscie wiekszosc nielegalnie, istnieje tez system wynajmowania osob do slubow by zdobyc obywatelstwo w USA. Podroz nielegalnego imigranta kosztuje 15 tys dolarow ze wszystkimi zagrozeniami. Bardzo wiele dzieci zostaje z dziadkami, czesc zostaje zupelnie sama, najstarsze (np. 12 lat) musi sobie jakos poradzic i wykarmic rodzenstwo. Rodzice oczywiscie staraja sie przysylac pieniadze, ale niektorzy przysylaja zbyt malo by dalo sie za to wyzyc, prawdopodobnie z powodu problemow z praca, niektorzy przysylaja sporo, co rodzi nowe problemy: dzieci majac pieniadze i brak opieki nie chodza do szkoly, kupuja samochody i wczesnie zaczynaja pic, brak wyksztalcenia zaczyna w wieku dojrzewania rodzic problemy z samoocena i spycha je dalej w objecia alkoholu lub ogolnie rzecz biorac na margines.
Jesli chodzi o Cantón Guano, gdzie mieszkam, sytuacja dzieci rowniez jest nie do pozazdroszczenia. 52% (w 3 z 9 "dzielnic" ponad 70%) populacji zyje w skrajnym ubostwie, za okolo 1 dolar dziennie (jeden z najbiedniejszych regionow Ekwadoru, ekonomia miasta jest w agonii). Dzieci musza pracowac zeby przezyc, duza czesc populacji, zwlaszcza z regionow wiejskich przeniosla sie za chlebem do wiekszych miast (spory fragment Los Elenes/Yuigán wyniosl sie razem zgodnie zostawiajac za soba wies opuszczonych szalasow i domow, i udal sie do Guayaquil, gdzie zyja w najbiedniejszych dzielnicach, cos jak favele w Brazylii, sprzedajac loterie na ulicy zeby przezyc). Wielu zostawia dzieci same, badz z wujkami lub babciami, co w wiekszosci przypadkow nie ulatwia im zycia.
W Guano przynajmniej sie ich nie sprzedaje.
Festivalfff 2012
Hace 13 años
No hay comentarios:
Publicar un comentario