lunes, 29 de junio de 2009

Homero

Wiedzialem, ze w Ekwadorze mozna spotkac wiele fascynujacych gatunkow zwierzat, ale ze napotkam skorpiona na ulicy w Guano, tego sie nie spodziewalem. Ludzie tutaj rozrozniaja dwa gatunki – skorpion czarny, ktorego nazywaja inaczej, jego jad nie jest tak bardzo niebezpieczny, i skorpion jakby zielonkawy, z jadem o wiele grozniejszym, ktorego nazywaja skorpion. Ten byl czarny, o tym podziale dowiedzialem sie dopiero spro pozniej. Wzialem go ze soba do domu w plastikowym pudelku, zeby porobic mu zdjecia i pozniej zaniesc w jakies bardziej bezpieczne miejsce, jak jakis las. Jako ze zakazano mi go wniesc do domu (Ruth i François, jak rzadko, mowiacy jednym glosem J ), zostawilem go na dachu. Nadalem mu imie Homero J Nastepnego dnia bylem bardzo zajety, i nie mialem czasu sie nim zajac, wstyd mi, ale ostatecznie zostal na kolejna noc. Drugiego dnia w koncu wzialem aparat i postanowilem mu zrobic zdjecia, wyjalem go z pudelka w miescu, gdzie robi sie pranie, i ze smutkiem stwierdzilem, ze sie nie rusza... Cholera, pomyslalem ze sporymi wyrzutami sumienia, bardzo mi przykro, ale trudno, porobie mu pare zdjec i zaniose gdzies, gdzie bedzie spoczywal w pokoju. Jak zaczalem robic zdjecia, Homero ozyl, okazalo sie ze jedynie byl w letargu. Przejety, podniecony i radosny robilem zdjecia jak sobie lazil po rodzaju umywalki, ostatnie zdjecie zrobilem jak wlazi do dziury, ktora odprowadza sie wode J W podnieceniu nie myslalem o tej mozliwosci... No wiec Homero uciekl do rury, ktory prowadzila do rzeki. Spuscilem za nim troche wody (ale nie duzo, zeby go nie utopic), aby byc pewny, ze uda sie do rzeki i nie zabije kogos, kto bedzie tu robil pranie. Mialem nadzieje, ze przy rzece jakos sobie poradzi. Aby postraszyc François i Ruth, zazartowalem ze uciekl na schodach, zeby byli ostrozni, jednak pozniej powiedzialem, ze bylo to jedynie niewinne klamstwo, zreszta ogladajac zdjecia w swojej lustrzance François zdal sobie sprawe sam J
Minely zdaje sie dwa dni, wracalem w nocy do domu z biura, i akurat rozmyslalem o Homero, o tym jak ludzie reagowali jak go widzieli lub o nim slyszeli, aby mniej wiecej miec oszacowac czy jest to zjawisko czeste czy rzadkie, i wyszlo mi ze raczej rzadkie. Wszedlem do budynku, wchodze po schodach do mieszkania.... I zobaczylem Homero jeden stopien pod naszym mieszkaniem... Przez chwile zastanawialem sie, czy jest to halucynacja, czy jestem bardzo zmeczony, czy moze zwariowalem.... Bo przeciez dopiero co zartowalem sobie o jego zagubieniu na schodach, dopiero co o nim rozmyslalem wracajac do domu, a wlazl do rury dwa dni wczesniej! Przez chwile naprawde podejrzewalem swoje zmysly o zdrade. Jednak Homero nie znikal, wiec wzialem plastikowy pojemnik i postawilem go tam, gdzie wczesniej, przy wyjsciu na dach. Ciagle zdumiony, poszedlem wstac, rano wzialem aparat François i zrobilem mu nowe zdjecia. Wzialem go razem z pojemnikiem, i poszedlem do najblizszego lasu, zeby go tam zostawic, po drodze spotkalem François, ktory zaczal podejrzewac ze caly czas go mialem i ogolnie byl bardzo, bardzo zaniepokojony obecnoscia Homero. Przy lesie spotkalismy znajoma kobiete, ktora mieszka i pracuje tuz obok, jak jej pokazalismy skorpiona powiedziala nam, aby zostawic go w lesie przy kamieniach, bo tam wlasnie mozna spotkac skorpiony (a troche sie balem ze nie spodoba jej sie pomysl nowego sasiada, w koncu ma male dzieci, widac ze jeden mniej lub jeden wiecej nie robil jej roznicy...). Jak powiedziala, tak zrobilismy – w odleglosci od sciezki przy jednym z wielkich glazow Homero znalazl swoj nowy dom. Mam nadzieje J I mam nadzieje ze ma sie dobrze J Jeszcze dlugo po tym wydarzeniu, az do teraz, nasz koordynador wspomina o Homero. Dzien po zaniesieniu go do lasu, skomentowal, ze teraz Homero musi byc mniej wiecej w okolicy mostu na rzece (czy cos w tym rodzaju), w drodze do domu J François na tego typu zarty reaguje, moim zdaniem nieco nerwowym, smiechem :)

7 comentarios:

  1. Tak, z ta roznica ze Arnold nie terroryzowal wszystkich dookola sama swoja obecnoscia ;)

    ResponderEliminar
  2. P.B.
    Ja ze swoja arachnofobia i generalnie niechecia do egzotycznych "pieszczoszkow", ktore moga byc niebezpieczne - bym Ci skopal dupe.
    Ale spotkanie tego skorpiona tam, gdzie wczesniej zartowales, ze go zostawiles - wow, doswiadczenie na granicy psychodelii ;) To chyba prawie podpada pod Junga definicje synchronicznosci?

    ResponderEliminar
  3. Nie wiem czy pod Junga ale pod bumernag na pewno :-p

    ResponderEliminar
  4. hehe :) Doswiadczenie na granicy psychodeli to na pewno :) :P

    ResponderEliminar
  5. opowiastka o homerze dobra bo dobrze skondensowana hehe.....a jad skorpiona nie
    jest ponoć aż tak niebezpieczny jak zwykło się uważać...w każdym razie na pewno nie jest śmiertelny dla zdrowego człowieka....ale śmiertelnie przestraszyć na pewno się mozna☺
    pozdr
    pd

    ResponderEliminar
  6. Nie no, jasne :) Nie sa tak niebezpieczne, jeszcze zalezy, gdzie Cie ukluje, jesli to bedzie w twarz, szyje lub klatke piersiowa moze byc bardzo niewesolo... To tak jak z pajakami, panuje opinia ze jad niektorych jest smiertelny, prawda jest jednak taka, ze zaden pajak nie zabije zdrowego czlowieka, jesli go ugryzie w noge lub reke. Przynajmniej zaden o jakim wiem :)

    ResponderEliminar