Kampania wyborcza w Ekwadorze zaczyna sie oficjalnie 45 dni przed wyborami (ktore odbeda sie 26 kwietnia). Osobiscie nie lubie momentu kampanii, dla mnie jest to najczarniejszy okres demokracji, gdzie wydaje sie ogromne sumy pieniedzy na marketing i prowadzi dyskurs populistyczny, obiecuje gory zlota (czesto realnie niepotrzebnego, ale pozwalajacego pozyskac glosy) z ktorych pozniej robi sie niewiele. Wybory sa najwazniejsze, poznanie kandydatow i ich programow aby byly to wybory swiadome, ale niestety znieksztalcenia marketingowe i obietnice bez szans na pokrycie zmieniaja to wszystko w jeden ogromny show. Oprocz tego, pomimo ze jestem osoba w oczywisty sposob zainteresowana polityka, lubie miec wybor - tylko mozliwosc - np obejrzenia czegos innego w telewizji, poczytania o czyms innym w prasie, czy obejrzenie innych plakatow na ulicach. A to jakos zanika, sprowadza sie do niezbednego minimum podczas kampanii.
No wiec osobiscie nie lubie momentu kampanii, ale jest dla mnie bardzo ciekawy, i dostrzegam i akceptuje jego ogromna wage dla demokracji. Jednak wszystkie te problemy, ktore mamy w Polsce, sa niczym w porownianiu z Ekwadorem. Jesli w Polsce okres kampanii wyborczej mnie irytuje, to tutaj go po prostu nienawidze. Kilka przykladow: Kampania rozpoczela sie juz jakis czas temu oficjalnie (i dawno temu nieoficjalnie), a dalej nigdzie nie mozna znalezc programow kandydatow. Kampania sprowadza sie do obietnic (....) w dzielnicach, picia mnostwa alkoholu z wyborcami i brutalnej (i prymitywnej) promocji wizerunku. Miasto jest calkowicie pokryte kandydatami na burmistrzow, a muzyka (beznadziejna i ze zmienionymi slowami promujacymi kandydata) nie przestaje grac. Na caly glos. Przez caly czas. Nawet w nocy - o 2 w nocy potrafi Cie obudzic muzyka wyborcza z przejezdzajacego samochodu ( w tym celu wynajetego), wyjaca pelna moca glosnikow (calkiem sporych). W tym momencie wymieklismy. A ze kierowca zatrzymal sie, aby sie wysikac pod naszym domem (na kolo swojego samochodu, tutaj to jest normalne), Ruth skrzyczala go z okna, aby muzyke przyciszyl. Jednak to, co sie stalo dzisiaj, zmusilo mnie do napisania tego wpisu, i tutaj niestety skonczy sie moja kontrola nad jezykiem. Przyjechalem z Chunchi, gdzie spedzilem weekend, by zastac jedyne okno w moim pokoju, calkiem, kurwa, zasloniete przez ogromna gigantografie tutejszego kandydata na radnego (z partii Pachakutik, tej samej co obecny burmistrz). Calkiem, w moim pokoju panuja egipskie ciemnosci. Nikt mnie o nic nie pytal, nikt mi nic nie powiedzial. Wlasciciel domu wszedl sobie do mojego pokoju jak mnie nie bylo (na szczescie przy eskorcie Diany, i jej nieskutecznych protestach - nie wiem jak ona z nim rozmawiala), i przywiazal pewne fragmenty do mojego okna. Chwile po tym jak to zobaczylem przezywal ciezkie chwile. Francois (ktory poszedl ze mna mnie wesprzec, dzieki mu za to) mi pozniej powiedzial, ze bylem dyplomatyczny i spokojny, ale mi to jakos tak nie wygladalo. Mniejsza z tym, wijac sie pod gradem moich protestow (przy wsparciu Francois), wlasciciel obiecal przeniesc billboard w miejsce, w ktorym nie bedzie mi ani moim wspolmieszkancom przeszkadzal. Ale to dopiero jutro, dzisiaj spie obok wizerunku radnego w kompletnych ciemnosciach. Potraficie sobie cos takiego wyobrazic ?! W mieszkaniu juz ustalilismy, ze jesli gigantografia nie zniknie do wtorku, w srode rano ktos sie obudzi majac o 150 dolarow mniej.
Po tym opisie mysle ze moja nienawisc wobec kampanii wyborczej w Guano jest zrozumiala.
Festivalfff 2012
Hace 13 años
hej Janie;zamiast wypraszać burmistrza z okna mogłeś okazać (typowo???) polską gościnność i w imię wspierania młodej ekwadorskiej demokracji pozwolić mu wisieć...i chyba wiesz co może oznaczać wygrana pana burmistrza w wyborach...zakłady karne w Ameryce Pd ponoć do najlżejszych nie należą☺☺aha - widok kierowcy sikającego na koło SWOJEGO samochodu - bezcenny...pozdrawiam PD
ResponderEliminarNLX:
ResponderEliminarTrzeba po prostu wyprowadzic burdele na miasto, bo nie ma co ukrywac tak pozytecznej dzialalnosci - a prawdziwe kurwy, politykow, pozamykac w osobnych dzielnicach. Masz ochote sie dowiedziec co belkocze przed wyborami? Przychodzisz, marnujesz czas. A normalni ludzie zyja w spokoju.
:)
jak śpiewał znany krakowski artysta "najbardziej lubię okres przedwyborczy - wtedy rusza ta pierdolnięta husaria".
ResponderEliminara tak a propos wizerunków polityków to trzeba Ci wiedzieć, że w Syrii el presidento Bashir al As'ad, bardzo często ze swoim szacownym ojczulkiem, patrzą na Ciebie nawet w łaźni albo i w sklepie spożywczym.przez cały rok.a w dodatku w ostatnich wyborach otrzymał 97,62% głosów.co Ty na to ?
pozdro
Hej Janek :) Tak to już jest - jedno wielkie guano :) :) :) Ale jak powiedziała parę lat temu rzeczniczka jednego z urzędów w Krakowie: "Tylko bez nerw" :) Pewnie już to znasz, ale krąży u nas ostatnio dowcip: Idą dwa koty przez pustynię. Nagle jeden staje, patrzy dookoła (a że był to kot uliczny - ergo - o znikomej kulturze osobistej) rzucił wściekle do kolegi: Nie no stary, pierdolę! Ja już, kurwa nie ogarniam tej kuwety" :) :) Pozdro od całej mojej Familii!
ResponderEliminarWitajcie,
ResponderEliminardzieki za komentarze :) Chce wiecej :) Jak rozumiem Piotr D., Pawel B., Maciek P. i Kinga W. ;) Jesli mozecie to podpiszcie sie tak zebym wiedzial ze to Wy bez zgadywania :)
Piotrze, na szczescie juz nie wisi na moim oknie. Ale wisi na balkonie mojej kolezanki, wbrew naszym protestom. Powiedziano nam ze dzis zdejma. Juz sobie obiecalismy, ze jak dalej tam bedzie do dzisiaj w nocy, jutro rano znajda go w mizernym stanie na dole. Nie mamy zamiaru wspierac nikogo (bo za to moglbym wrocic jutro do Krakowa, jesli bym mial szczescie to zdazylbym spakowac najwazniejsze rzeczy), a co dopiero tego skorumpowanego ..... i jego poplecznikow (na oknie wisial radny, przepraszam za pomylke).
Pawel, Kinga, usmialem sie do lez :) Zwlaszcza dowcip o kotach mnie wytarzal po ziemi:) Kinga, dzieki, pozdrow wszystkich rowniez !
Macku, dzieki za informacje, nie slyszalem o tym. Tak, domyslam sie ze w wielu krajach jest gorzej, na dluzej w wiekszosci z nich nie chcialbym zyc. Na jakis czas, ok, by poznac tamtejsza rzeczywistosc, ale zostac na rok, nie, dziekuje pieknie. Dodajac cos jeszcze do wpisu, tutaj ludzie maluja swoje domy by poprzec swojego kandydata, wszystkie slupy jakie widac przy drogach sa pomalowane do wysokosci na jaka przecietny latynos moze siegnac nie uzywajac drabiny, a prawie wszystkie mury sa pokryte napisami (nie takimi jak u nas, ale starannie przygotowanymi grafitti w roznych kolorach). Dodatkowo nikt nie dba o to by to pozniej usunac, dlatego do tej pory wszedzie pelno propagandy z wyborow 2006 roku i referendum konstytucyjnego z 2007. Mozna je zobaczyc nawet na kamieniach nad rzeka w Amazonii, czy przy drodze miedzymiastowej, widoczne dla tych, ktorzy by przypadkiem przechodzili poboczem lub szlajali sie po gorach. Te wybory dodadza jeszcze kolorow temu nieco ponuremu miejscu.....
A, Kinga, co do nazwy - tez ciagle sie z tego smiejemy, bo swietnie opisuje to co tu mozna zobaczyc. Ale tak naprawde nazwa miasta pochodzi z jezyka Quichua, w ktorym oznacza cos pieknego i wyjatkowego. Podobne znaczenia ma rowniez w innych jezykach andyjskich, jak rozeznam sie lepiej to cos o tym napisze :) Pozdrawiam !
ResponderEliminartroche z innej beczki---cokolwiek by nie mówić, palmę pierszeństwa dla najbardziej żałosnych ""wyborów"" od jakiegoś czsu dumnie dzierżą nasi biskupi - na swoim sabacie wyborczym wybrali szefem ponownie Michalika, a ten skomentował to następująco - "Jestem zaskoczony i ........ rozczarowany"---ja też czuję niedosyt...nawet miss world potrafi zapamiętać, że jak wygra to się cieszy.....trzymaj się Janie pozdr Pedro D.
ResponderEliminartak to byłem ja - jarząbek... guano to cos pięknego i wyjątkowego.hmmm... co kraj to obyczaj, a raczej guano. (speaking of guano - mam jutro 3 godziny zajec z forestem, zwanym ostatnio geforcem)
ResponderEliminarpozdro
tzw. maciek.pe.
Muszę przyznać że tekst ciekawy ale (Jaśko wybacz :P)komentarze jeszcze lepsze:P:P
ResponderEliminarCześć Janku,
ResponderEliminarZ tego co piszesz jest to kraj niebywałej urody i bijący niesamowitym wewnętrznym ciepłem. Prawie jak Polska... Jednak w Polsce faktycznie żyje się lepiej z tego co piszesz. Twoja podróż dla wszystkich jest niesamowita.
Na początku wydawało się że mieszkasz w niesamowitym kraju w którym na pewno jest inaczej niż w Krakowie, nie przypuszczałem jednak że wiele rzeczy będzie tak smutnych. Niektóre Twoje spostrzeżenia na temat społeczeństwa są wręcz przerażające, szczególnie przy wspomnieniach kuzynki która się wybrała do Ameryki Południowej i ładnie tam pozwiedzała. Jednak zawsze twierdziłem że żeby podróż kształciła to musi byc właśnie w takim stylu jak Twoja - trzeba mieszkać i żyć z ludźmi w innym mieście.
Troszeczkę się rozpisałem. Pozdrawiam i czekam na dalsze wieści.
Miś Michał
Pozdrowienia i uściski raz jeszcze.
ResponderEliminarNędza i polityka wszędzie jednakowe (albo podobne). Cokolwiek by nie powiedziec, to przygoda jest przygodą - a te smutne sprawy można tylko starac się powoli zmieniac, a nie można liczyc na cudowne nawrócenia (chociaż... podobno bywają, ale nie masowe:))
Komentarze też są śliczne - i aktualności i cytaty z klasyków! :D Całuję. Mom
Priwiet!
ResponderEliminarTo pisze ja, Mateusz M. Jezyk faktycznie barbarzynski, dobrze ze chociaz podobny troche do rumunskiego ;).
W tym co piszesz, momentami widze pewne analogie z moim ulubionym Dzikim Wschodem, tylko ze jednak u was problemy wydaja sie wieksze i bardziej widoczne. No i lapowki dla policji sa nizsze niz na Ukrainie czy w Rosji.Gratuluje pomyslu i odwagi na taki wyjazd.
Pozdrowienia z Krakowa.
PS
Pamietaj ze masz moja plyte Casus Belli, mam nadzieje ze nie zgubiles ;)