jueves, 12 de marzo de 2009

Solo En Ecuador

Tytulowe zdanie (i tego fragmentu, i tego bloga w ogole) wymaga wyjasnienia. Jest jednym z dwoch czesto stosowanych, drugie brzmi Estamos en Ecuador. Solo en Ecuador sluzy do opisu tych wszystkich niesamowitych a fajnych rzeczy, ktore nam sie przydarzaja (dodajmy, na kazdym kroku), tymczasem Estamos en Ecuador uzywa sie by ze zniecheceniem, zmeczeniem zaakceptowac jakis zadziwiajacy i nieprzyjemny element tutejszej rzeczywistosci.
Pisze te slowa o 2.09 w nocy, 31 grudnia 2008 roku. Po przygodach, znajdujemy sie wszyscy z powrotem w Guano, i jest chlodno. Przygody obejmuja soba 3 dniowa chorobe, ktora wszyscy zalapalismy w Coscie, kilka wizyt w szpitalach, duzo roznych lekarstw, wydanych pieniedzy i niezliczone wizyty w roznych lazienkach. Teraz jestesmy na diecie, nie wolno nam pic, palic, jesc niczego tlustego, ani przyprawionego. No coz. Zapowiada sie spokojny Sylwester w Guano. Porazka, ale co zrobic – zdarza sie.
No wiec jestem tutaj. Troche po drugiej stronie planety – na innej polkuli czy z gory na dol czy na boki. W kraju, w ktorym mozna powiedziec Solo en Ecuador, i Estamos en Ecuador. Kraju, ktory moglby byc rajem, a jest troche bardziej chyba pieklem, ktore ludzie urzadzili ludziom i samym sobie. Przepieknym i wspanialym, ale jednak pieklem. Dla zdecydowanej wiekszosci zycie jest ciezkie.
Myslac o Ekwadorze, wiedzac o jego cudach natury, co sie mysli o powietrzu tutaj? Ze jest czyste, prawda? Ja tak myslalem. Wybrzeze, gory, Jungla, Galapagos, niewiele samochodow i nie tak znowu duzo ludzi. To prawda. Jednakze Ekwador ma rowniez od groma aktywnych wulkanow, jeden z nich bodajze najaktywniejszy na swiecie. Nie pamietam dokladnie liczb, ale to zdaje sie ze 99 procent dwutlenku wegla w atmosferze i spora czesc wielu innych substancji, jak dwutlenek siarki, sa pochodzenia wulkanicznego. Hm. Inna kwestia sa samochody – jest ich malo, ale duza czesc to sa stare, wielkie amerykanskie gruchoty, ktory produkuja straszne, przekraczajace chyba wszelkie normy ilosci spalin. Wskutek tego powietrze w miastach jest bardzo zanieczyszczone. I tutaj prawie wszedzie mozna palic. W wiekszosci restauracji i sklepow, wszyscy robia co chca. Palenie przy dzieciach jest pewna norma, nikt tu sie nie pierdoli z wychodzeniem na zewnatrz czy czyms podobnym. Oprocz tego, przemysl w kraju sie rozwija (a partia zielonych zostala zdelegalizowana, ale to troche inna historia). O innych smieciach nie wspominam, recykling tutaj jest rownie odlegly co podroze miedzygwiezdne, same miasta sa zasyfione roznego rodzaju odpadkami – w czym swoj udzial maja pieski rozszarpujace nocami worki na smieci. Jest brudno. Co prawda nie tonie sie w smieciach, ale jest brudno.
To, ze ojciec ma dzieci ze swoja corka, nie jest tutaj czyms az tak nadzwyczajnym. Oczywiscie szokuje, ale sie zdarza, nie-az-tak-rzadko. Dobrym pytaniem jest, dlaczego? Zwykle cywilizowani, edukowani ludzie wiedza, ze sie tego nie robi. Ludzie pierwotni, indianie, tez. Moja malutka teoryjka na ten temat brzmi, ze takie rzeczy dzieja sie w rodzinach pochodzenia indianskiego, ktore stracily czesc kontaktu ze swoja kultura w wyniku stycznosci z cywilizacja, ktora jednoczesnie chca wykorzystac i odrzucaja, poniewaz niesie powazne komplikacje do ich zycia. Ludzie ci nie sa wyedukowani, i zyja jakby na marginesie spoleczenstwa. 7 procent ludnosci Ekwadoru to analfabeci.
Problemy rasowe, etniczne i spoleczne, niska edukacja, zwiazane z historia rozczarowanie kapitalizmem i USA rzuca ten swiat w objecia rewolucji socjalistycznej (?) Revolución Ciudadana. Dotychczasowe rzady, niejednokrotnie Junty, nie umocnily wiary we wladze, wrecz przeciwnie – duza czesc spoleczenstwa jest nastawiona antyspolecznie, brak edukacji i infrastruktury, szerzaca sie korupcja. Dodatkowo rozkwitajace w tym, bylo nie bylo wspanialym klimacie choroby, kataklkizmy wywolywane przez wulkany i powodzie, sprawiaja ze ten piekny zakatek ziemi nie potrafi wykorzystac swego ogromnego potencjalu, i zyje sie w nim ciezko.
Krotki opis ostatnich miesiecy.
Co moge powiedziec, w Grudniu zylismy sobie calkiem niezle :) Mamy okolo 4 skrzynek butelek po piwie czekajacych na lepsze czasy w kuchni (wszyscy się co chwila potykaja o butelki), sporo bylo imprez z roznymi ludzmi, w tym Fiesta por Navidad Diferente, ktora zorganizowalismy dla dzieci z szkol, w ktorych uczymy i dzieci specjalnych z fundacji Talita-Kum. W wyniku niewiedzy wspanialej Reiny de Guano, musielismy zaplacic za nia z wlasnej kieszeni (100 dolarow poszlo i juz nie wroci), ale warto bylo. Swietnie się bawilismy, a co najwazniejsze dzieci tez. I mamy swietna prase – znajomy napisal o nas 2 artykuly, które stawiaja nas, wolontariuszy europejskich, w bardzo dobrym swietle. Nasza organizacje nie :) ale mniejsza z tym.
Pozniej opisana wczesniej wycieczka na Coste, która się zle dla nas skonczyla. I spokojny sylwester.
Styczeń minal bardzo spokojnie, brak imprez i dużo pracy. I komplikacje. Ponieważ, jak pisalem wczesniej, relacje profesjonalne tutaj niemal nie istnieja i wszystko opiera się na relacjach osobistych, stalo się cos co chyba musialo się stac. Stracilismy kontakt z grupa znajomych, ponieważ osoba, od której zaleza nasze projekty, a dokladnie zona burmistrza machnelaby na nas reka gdybysmy tego nie zrobili, co dano nam jasno do zrozumienia. Inna sprawa ze znajomosci z Fundacja Talita-Kum trzeba bylo zakonczyc z innych powodow – antypatie i problemy personalne, a także pewne rzeczy które widzielismy – korupcja i dziwne traktowanie ludzi. Także nie jest tak zle, ale sprawa wplywu osobistego tej kobiety strasznie mnie irytuje. Ma ogromna wladze która wykorzystuje z cala premedytacja również dla swoich celow osobistych. Moja teoria brzmi, ze tutaj polityka wplywa na życie obywateli w większym stopniu, niż w Europie – relacje personalne dotykaja ogromna grupe ludzi, wszysko zalatwia się przez znajomych, więc sympatie i antypatie wobec osob zwiazanych z polityka lokalna potrafia otworzyc, albo bardzo efektywnie zamknac, wiele drzwi.
Na początku lutego przylecial Francois, nowy wolontariusz. Strasznie fajny chlopak, bezproblemowy, z ktorym swietnie się spedza czas i pracuje. Mimo ze jest mlody – 22 lata, najmlodszy z grupy – ma ogromna wiedzę o aktualnych wydarzeniach i sytuacji politycznej na swiecie, a także nekajacych go problemach – dużo wieksza niż ja aby być szczerym (zwlaszcza ze soba samym). Dziennikarz, spedzil rok w Brazyli gdzie studiowal i nabyl ogrom doswiadczen, jakze przydatnych tutaj. Lewicujacy rebeliant, uwielbiajacy wszelkie demonstracje i protesty, zbuntowany aktywista i indywidualista lubiacy kooperacje z innymi i wspolna wlasnosc w domu. Mowi po francusku (oczywiste :) ), swietnie zna portugalski, dobrze hiszpanski, niezle rozumie angielki choc mowi bardzo slabo.
Troche o projektach, nad ktorymi pracujemy. Obecnie ja sam tworze 2 ankiety, które mają dotyczyc korupcji i wiedzy obywatelskiej. Projekty naukowe, które bardzo mnie ciekawia. W koncu cos robie w mojej dziedzinie naukowego, cos co chce robic, i co mnie interesuje. Oby wyszlo. Poza tym, pracujemy nad otwarciem Centrum Szkolen, w ktorym glownymi dziedzinami beda Economía Solidaria (Diana), Szkola Obywatelstwa (ja), Informatyka (ja....), Ekologia (jeszcze nie wiemy), angielski (ja?...) a także wiele innych dziedzin, troche bardziej.... praktycznych, i wiele proponowanych przez tutejsza spolecznosc. Z tym projektem mamy pewne problemy, jeszcze nic tak naprawdę nie wiadomo. Wszystko się okaze. Poza tym pracujemy wspolnie nad projektem edukacyjnym dla San Gerardo, malej hm..... wsi tutaj, który jak się powiedzie zostanie zaimplementowany w calym Cantón Guano. Niestety tu tez są komplikacje, ze strony ludzi, którzy z nami wspolpracuja – 2 kobiety, które nie mają zadnego interesu w pracy i tylko zgarniaja pieniadze jak najmniejszym kosztem, więc projekt opracowujemy sami. I od dzisiaj przestal ich dotyczyc, one mają swoj i my swoj. W zyciu nikogo takiego nie spotkalem. Dwa dni w tygodniu ucze informatyki w szkolach, angielski brzydko mowiac zwalilem na Francois (który choc dużo rozumie slabo mowi po ang, ale tutaj przy tak niskim poziomie nie jest to takie wazne), dlatego ze jest to syzyfowa praca, prawie nie przynoszaca efektow. Dlatego ze tu prawie nie ma stycznosci z angielskim, jestesmy w swiecie prawie calkowicie zdominowanym przez język hiszpanski. Informatyki na szczescie da się uczyc, i można obserwowac rezulataty, co dla mnie osobiscie jest wazne, nie przepadam za mozolna praca bez efektow. Oprócz tego robimy film o brudzie w Guano, który rezyseruje i kreci Francois (ja pomagam gdzie moge i jak moge, pracujemy wszyscy), filmik w San Gerardo z pomoca dzieci (tez Francois z pomoca moja i dziewczyn). Ruth pracuje nad swoim projektem Domu dla dzieci z rodzin patologicznych i dzieci opuszczonych (z mnostwem problemow, nie wiem czy jej się uda to w koncu zorganizowac, ostatnio się poswieca San Gerardo), projekt domu dla mlodziezy zaniechalismy. Teoretycznie pracujemy tez dla turystyki w Guano, ale w tym temacie ostatnio nic nie robimy, zostawiamy ten projekt na pozniej.
Zblizaja się wybory, i to niesamowicie utrudnia wspolprace z wladzami lokalnymi i paralizuje nasze projekty. No coz, uroki demokracji. Politycy chca zaspokajac potrzeby pilne i oczywiste, czego nie zrobili przez ostatnie lata i nadrabiaja w ostatniej chwili, aby zdobyc glosy wyborcow, i nie mają czasu ani checi myslec o przyszlosci, która ciezko przewidziec po dacie 26 kwietnia (dzien wyborow), która prawdopodobnie będzie ostatnia chwila urzedujacego burmistrza.
Co do podrozy, najpierw bylismy w w Baños, gdzie spedzilismy wspaniale czas i zwiedzilismy mnostwo ciekawych miejsc w Sierze w poblizu Amazonii, takich jak Pailón del Diablo (Kociol Diabla), ogromny i potezny wodospad. Niedawno bylismy w Alausi, gdzie wybralismy się na Naríz del Diablo (Nos Diabla, taki zbieg okolicznosci, naprawdę nie wyszukujemy diabelskich miejsc ;) ), wspaniala wycieczka pociagiem w gorach nad przekasciami, jedna z najtrudniejszych w swiecie. Wspaniale doswiadczenie. A ostatnio bylismy w Amazonii.

Wyprawa do Amazonii

Ostatnio, pod koniec lutego mielismy troche czasu wolnego - Karnawal. Bedac zdania ze majac troche wiecej czasu wolnego moznaby zrobic cos fajnego, wpadlem na pomysl, aby wybrac sie do Amazonii, i z niewielkimi problemami udalo mi sie przekonac Francois i Diane aby sie tam wybrac. Z pomoca Julia udalo sie zorganizowac wakacje w Palorze. Wiec pojechalismy Diana, Francois, Cristian i ja.
Palora lezy w Dzungli. Zeby sie tam dostac, autobus przeprawia sie przez rzeke Pastaza za pomoca tratwy - jest jeden most, ale tylko dla jednego na raz samochodu osobowego. Drogi oczywiscie bite. W Amazonii jest obecnie pora deszczowa, a wiec bardziej blotne. Na miejscu wynajelismy przewodnika, ktory zabral nas do dzungli i do wiosek indianskich. Dzungla jest wspaniala, piekna i tetni zyciem. I goraca i duszna. Szczerze powiedziawszy, pierwszy raz od dawna czulem, ze robie jedna z rzeczy ktore naprawde chce robic w zyciu. Widzialem mnostwo ciekawych owadow - mrowki - od Cortadoras de Ojas (ktore zbieraja liscie, na nich choduja grzyby, ktore rosna tylko i wylacznie w ich gniazdach - nie moga zyc bez mrowek, a mrowki bez nich - jest ich duzo w okolicy Palory) az po Congas (mrowki majace 2,5 centymetra, jak uzadla - tak, uzadla - podobno bol jest nie do zniesienia przez caly dzien), tez latajacego owada udajacego patyk, w kolorze drzewa, modliszke, gasienice sporo wieksza niz moj palec i produkujaca parzacy kwas jak sie ja denerwuje, i kilka innych. I to wszystko w bardzo krotkim czasie. Oprocz owadow drzewa, ktore chodza - maja korzenie, ktore przesuwaja i laza w poszukiwaniu swiatla, liany mordujace drzewa, i wiele innych pieknych i ciekawych roslin. Dzungla mnie fascynuje, moglbym tam spedzic mnostwo czasu bez wychodzenia, tylko analizujac co sie dzieje dookola. Widzielismy tez pokaz roznych kultur, zorganizowany przez stowarzyszenie 4 ludow, majace na celu promocje i ochrone ich dziedzictwa - Quichua, Shuar, Achuar i Sapara. Rozmawialismy z przedstawicielami, pomalowali nas w swoje wzory, pilem 5 rodzajow Chichy (od Chichy z banana az po Chiche z yuki, od takiej przezuwanej (przynajmniej czesciowo) az po wytworzona metodami nowoczesniejszymi i znosniejszymi dla turystow - pycha, jak pisal Cejrowski, chociaz przy jednej prawie zwymiotowalem:) ) i prawie sie nia upilem. Strzelalismy z tej strasznie dlugiej dmuchawki (której nazwy za cholere nie moge sobie przypomniec...) i rzucalismy dzida.
Kilka slow o kazdej z kultur:
Shuar - poznalem ja najlepiej, dlatego ze nasi przewodnicy byli Shuar. W naszej literaturze funkcjonuja jako Jiwaro - sa to oslawieni lowcy glow, ktorzy potrafia je zmniejszac do rozmiarow piesci. Na szczescie juz teraz tego nie robia :) Przynajmniej nie w okolicy Palory, i raczej sie tym nie chwala. Ogolnie rzecz biorac, wierza w przyrode i prawa wszechswiata, i walke dobrego boga ze zlym, ktora bedzie trwala na zawsze. Pewne aspekty rzeczywistosci w ich religii sa przedstawiane przez bostwa, np. bog (bogini ?) plodnosci kobiet, bog wody (bylismy przy jednej z kaskad, gdzie czczono boga wody, przepiekne miejsce), itd. Niestety w wyniku kontaktu z cywilizacja w okolicach Palory niewiele z tego zostalo - wszyscy to katolicy (tak o sobie mowia, dokladniej, ewangelisci - ewangelisci z USA ich nawrocili). Maja swoj jezyk, ktory podtrzymuja przez edukacje w 2 jezykach, miedzy soba rozmawiaja w Shuar (szeleszczacy troche jak nasz polski :) ). I przy obcych tez, co czasem frustruje :) Do malowania twarzy na czerwono uzywaja kolczastego, czerwonego owocu, ktorego wsciekle czerwone nasiona sie ubija i powstala naturalna farba maluje. W okolicy Palory z tradycji pozostalo niewiele - troche ze stylu zycia, niektorzy ciagle uprawiaja bigamie (np. 2 siostry naszego przewodnika, Gilberto, maja jednego meza), tance, i stosowanie ziol. Maja tez swojego szamana. Mielismy okazje go odwiedzic. Kilka obserwacji po rozmowie: Bardziej stosownie jest nazywac go Curandero, a nie szamanem. Katolik. Odprawia rytualy oczyszczenia, wierzy w moc duchow albo przynajmniej spiewa piesni je wzywajace, ale nie wiele moze powiedziec na temat magii czy cos wiecej na temat rytualow - prawie kazda rozmowa, na prawie kazdy temat wracala po chwili do Ayahuaski. Magii uczyl sie za mlodu z tomow Magii Czarnej, Czerwonej i Bialej, ale nie potrafil utrzymac ducha ktory mu sie
objawil, i uciekl, magii wiec nie zna. Dodajmy, ze sa to ksiazki zagraniczne, bodajze z Meksyku, znane na calym swiecie. Tyle jesli chodzi o tradycje. Ale jak przygotowac Ayahuaske, wie - i pije ja czesto. Dal nam skosztowac na palec jedna sprzed 15 dni, bo nie mial nowej - nie wiedzial, ze przyjedziemy i nie przygotowal (a Starej pic nie wolno, bo konczy sie wymiotami przez cala noc). W sprawie pnacza duchow (jak sie nazywa ten... wywar) jest ostrozny, przygotowuje ludzi na to, co ich czeka jak to wypija, i nie daje zbyt duzo. Nawet jedna wieksza kropla, ktora mialem na palcu po zanurzeniu w szklance, zmienia odrobine swiadomosc (i smakuje paskudnie). Ma 55 lat, dalej leczy swoj lud (w wiosce nie ma lekarza, trzeba jechac do Palory), ma zone, dzieci i 3 psy, z czego jeden przerazajaco chudy, mieszka troche osobno, pije ayahuaske i przeprowadza rytualy oczyszczenia. Jeden przeprowadzil na nas, ale szczerze powiedziawszy nie przekonal mnie - ja bylem pierwszy, wiec spedzil na mnie najwiecej czasu, Cristianowi powiedzial ze jest bardziej czysty niz ja (zeby usprawiedliwic brak pewnych czesci i krotki czas spedzony nad nim?), Dianie powiedzial ze miala sporo problemow, wewnetrzny niepokoj, strach itd (Diana byla niespokojna i caly czas pytala o Oczyszczenie, ktos jej powiedzial wczesniej ze Oczyszczenie by jej pomoglo, caly czas czegos sie boi, wrecz emanowala niepokojem, wiec nie bylo trudno przygotowac odpowiednia odpowiedz i powiedziec jej, ze byla najbrudniejsza z nas wszystkich (?) ), a o Francois wlasciwie nic nie powiedzial. Podczas rytualu, przy ktorym uzywa sie tytoniu, caly czas palil papierosy (nasze), spiewal lub nucil, i wygladalo na to ze sie zmeczyl paleniem i chuchaniem na nas
tytoniem, przesadnym kaszleniem (po wyciaganiu z nas naszych problemow za pomoca odwracania papierosa zapalona czescia do ust i wysysaniu), wiec wiecej gwizdal niz spiewal. Moim zdaniem rytual oczyszczenia, przynajmniej w jego wykonaniu, to czysta obserwacja, odrobina psychologii i show dla ludu. I dla turystow.
Wioska Shuar kolo Palory jest raczej dosc nowoczesna, nie sa to juz typowe szalasy ale domy
z drewna, niektory z cementu.
Pomimo calego sceptycyzmu, doswiadczenie bardzo ciekawe i wielce pouczajace, rowniez w kwestii impaktu cywilizacji na rdzenne kultury, o czym moge teraz napisac. Kultura Shuar liczy okolo 20 tysiecy osob w Amazonii, czesc w Ekwadorze i czesc w Peru. Byli pierwsza linia w ostatniej (czy w ostatnich) wojnach Ekwadoru z Peru. Mozna o nich poczytac na wikipedii, ale w polskiej jest bardzo malo, wiecej w angielskiej i hiszpanskiej.
Co do pozostalych kultur, rzeczywiscie kilka slow:
Sapara - wierza w nature, osoba z ktora rozmawialismy pochodzi z wioski do ktorej leci sie 30 minut samolotem lub wedruje przez dzungle przez 7 dni. W jego wiosce dalej podtrzymuje sie rdzenna religie (nie wiem jak jest w okolicach Palory, czy w ogole tam tak naprawde funkcjonuje ta kultura, ale jesli tak, jest o wiele bardziej... cywilizowana...), podobno sa monogamiczni. Nosza ubrania wytworzone z kory pewnego drzewa, ktora jest bardzo rozciagliwa i wlasciwie wykonanie takiego ubrania nie jest trudne. Torby na owoce itp tworza z lisci palmy. Szalasy robia z drzewa i lisci roslin, bardzo piekne. Tworza naczynia z gliny i ozdobiaja je za pomoca naturalnych farb. Oczywiscie Sapara maja swoj wlasny jezyk.
Achuar - kultura poligamiczna, ile kobiet mozesz utrzymac tyle mozesz miec. Rowniez maja swoj wlasny jezyk. W swoich szalasach ukladaja pale w ksztalt gwiazdy, i w srodku wzniecaja ogien - tak aby moc stawiac hm, garnki na palach i jednoczesnie cos w nich gotowac. Kobiety, jak witaja gosci (lub mezczyzn powracajacych z polowania) z chicha, biora ja do reki i podaja, smarujac jednoczesnie po twarzy. Po powitaniu, jak pijesz kobieta zawsze trzyma miske i podaje Ci ja do picia, Ty tylko dotykasz jej ustami. U nich pilem trzy rodzaje chichy, i jakos wiecej nie potrafie powiedziec na ich temat :) Tak szczerze, wiele wiecej sie o nich nie dowiedzielismy. Mezczyzna, z ktorym rozmawialismy, ma obecnie jedna zone, ale 11 dzieci z roznymi :)
Quichua - najbardziej rozpowszechniona rdzenna kultura w Ameryce Poludniowej, drugi jezyk Ekwadoru. W innych panstwach Ameryki znani jako Quechua. Rodzina podobnych jezykow, ale ze sporymi roznicami - cos jak rodzina jezykow indoeuropejskich. Kultura rozni sie diametralnie
w zaleznosci od regionu - np w Sierze i w Amazonii bardzo sie rozni. Wersja amazonska to okragle, otwarte szalasy. Jako torebek uzywaja gniazd pewnych ptakow - sciagasz gniazdo i torebka gotowa :) Tance na powitanie mezczyzn powracajacych z lowow sprawiaja wrazenie agresywnych - kobiety jakby atakuja mezczyzn, otaczaja ich podczas tanca ocierajac sie o nich. Bardzo interesujace. Mezczyzni pija chiche bardzo szybko. Quichua tworza swoje wlasne naczynia z gliny i maluja je uzywajac farb z owocow, tartych kamieni itp. Maluja sie uzywajac koloru czarnego.
Wiekszosc rdzennych mieszkancow Sierry to Quichua, ale ich zycie oczywiscie jest zupelnie inne. Szalasy sa zamkniete i w formie prostokatow (mysle o odnowieniu kilku opuszczonych i zorganizowaniu pokazu dla turystow, jak wygladalo zycie w Cantón Guano dawniej).
W Palora wzielismy tez udzial w Karnawale, co oznaczalo oblewanie woda i brudzenie roznymi sprayami specjalnie na te okazje, maka i jajkami :) Swietnie, ale to swietnie się bawilismy.
Dziewczyny z Amazonii są przepiekne. Naprawdę, zdecydowana większość kobiet w Puyo i Palora hipnotyzuje. Można sobie skrecic kark rozgladajac się idac ulica. Piekne metyski, indianki i biale. Przedziwne wrazenie.
Na Coscie także są piekne, może nie az taki procent, ale sporo. W Sierze, gdzie mieszkam, niestety jest inaczej, i naprawdę ladnych jest raczej malo.
Droga powrotna prawie nas wykoczyla, ponieważ na przeprawie przez rzeke Pastaze, autobus po drugiej stronie nie trafil sobie na tratwe i utknal w wodzie, blokujac przeprawe. Więc musielismy czekac w upale, zbierajac owoce z pobliskiego drzewa (takie jakby groszki, tylko slodkie i pestek się nie je, jedynie ich otoczke). Pozniej, w Baños, utknelismy w korku, spowodowanym przez karnawal. Podroz trwala w rezultacie jakos 9 godzin, a powinna trwac mniej wiecej 6.
Ostatnio mielismy w domu 2 ekologow, aktywiste i technika srodowiskowego (który jest intelektualista i erudyta, ateista, niesamowicie ciekawa osoba, z dziecmi starszymi ode mnie). Nauczylem się naprawdę dużo o ochronie srodowiska, recyklingu, problemach globalnych i zwlaszcza Ekwadoru, o straszliwych zniszczeniach w Amazonii (wydobycie ropy...), Sierze i Coscie. Także o skurwysynskiej polityce prezydenta Rafaela Correa i jego rzadu wobec Amazonii i ludzi tam zyjacych. Bedziemy z nimi spedzac troche więcej czasu, gdyż z naszej inicjatywy Jorge (technik) prawdopodobnie zacznie prace w Guano prowadzac 2 projekty o ekologii, i obaj z Rasa beda wspopracowac z nami przy projekcie San Gerardo. O ekologii w Ekwadorze, problemach w Amazonii, zmianach w biosferze Sierry spowodowanych przez Eukaliptus, brudzie w Guano itd napisze niedlugo nieco więcej. I kilka listow do prezydenta do wyslania i podpisania, z opisem po polsku, dla wszyskich których to interesuje.
Po Amazonii zachorowalem na zapalenie pluc. Zbieg okolicznosci był na tyle ciekawy, ze wszyscy mysleli ze zachorowalem na Malarie :) Na szczescie nie. Teraz jestem już zdrowy.
Wczoraj mielismy ryual Pelni Ksiezyca, prowadzony przez szamanke z Sierry. Bardzo ciekawe doswiadczenie, ponadto zulismy liscie Koki, która szamanka adorowala jako Mamusie Koke :) Co bylo najzabawniejsze, akurat w tym momencie odwiedzil nas spory patrol policji, kiedy kazdy mial koke w gebie i w rekach albo kieszeniach :) Kiedy Rasa wyjasnil, ze to rytual Pelni Ksiezyca i nie robimy nic zlego, przypomnieli nam, ze nie mozemy pic alkoholu ani zadne tym podobne, a my „oczywiscie, nic z tych rzeczy” :)
Pierwotne ludy, przed inwazja Inkow (a pozniej Hiszpanow), skladaly czesc ksiezycowi, nie sloncu. Ritual de Lina Llena jest rytualem glownie dla kobiet, co jest zwiazane oczywiscie z cyklem ksiezyca i okresem kobiety. Bylo to w parku ekologicznym w Riobamba, w miejscu aktywnym energetycznie, gdzie kobiety stworzyly krag z naprzemiennie ulozonych roznych roslin. Z kregu jest tylko jedno wyjscie, można wyjsc jedynie w kierunku ruchu wskazowek zegara w kregu. Na poczatek szamanka dziekuje i składa swoje nadzieje na rece Matki Luny, Pachamamy, dziekuje tez wszystkim zgromadzonym widzialnym i niewidzialnym za przybycie. Robi to palac tyton, który przekazuje pozostalym osobom, które także składają podziekowania i wyrazaja swoje nadzieje. Potem szamanka jeszcze raz mowi o Matce Lunie, Pachamamie, Wielkim Duchu i Matce Koce (w swoim języku, ponieważ w nim ma wieksza wiez z Matka Koka), rozdaje wszystkim liscie koki, które można rzuc tylko prawa strona ust, przelknac lub wypluc w lewa strone. Potem uczestnicy, którzy cos wiedza, opowiadaja historie o Ksiezycu (bylem jedna z 3 osob które mowily, opowiadalem o wplywie ksiezyca na ziemie, ze bez ksiezyca doba mialaby 8 godzin, a życie dopiero by się rozwijalo, i dzieki ksiezycowi mamy to bogactwo zycia ma ziemi które mamy, zgrabnie omijajac slowo grawitacja podobnie jak wczesniej Rasa i jeszcze jeden facet). Potem jeszcze raz z pomoca tytoniu (w naszym wypadku cygaro, które przez role w rytuale uwaza się za uswiecone) składa się dzieki Matce Lunie i Pachamamie, tanczy się skladajac część Ksiezycowi 4 razy okrazajac ognisko, a potem wychodzi z okregu. Zbiera się kwiaty, gasi ognisko (przynajmniej w parku :) ), a następnie kazda osoba robi 4 obroty, i mowi „idziemy, (swoje imię) i moje/nasze nadzieje (i co chce, np. idee)”, by nie pozostawic w tym miejscu rytualu, pelnym energii i duchow, niczego ze swojej osoby, i oddala się. Niesamowicie ciekawe, czyz nie ?
Aby podsumowac kilka rzeczy, i jakos mimo wszystkich problemow tu opisanych troche mnie zmotywowac i pokazac, ze warto odbywac dlugie podroze i podrozowac w ogole:
W ciagu tych 4 miesiecy nauczylem się:

języka hiszpanskiego – co mnie troche zaskoczylo, ze tak szybko można się nauczyc obcego języka niemalze od zera, jeśli się nim mowi niemal caly czas. To dużo latwiejsze niż myslalem. Jeszcze niedawno myslalem o tym języku jako o troche egzotycznym, a teraz posluguje się nim caly czas.

Bardzo dużo o Ameryce Poludniowej i tutejszej rzeczywistosci, spolecznej, politycznej, naturze, kulturze.

Sporo o tutejszych ludach pierwotnych, ich wierzeniach i rytualach.

Mnostwo o pisaniu projektow i projektach ogolnie, również sporo o metodologii.

Kilka rzeczy o korupcji, prawach czlowieka, i polityce w ogole.

Mnostwo o wspolzyciu, wspolpracy i ogolnie rzecz biorac o relacjach miedzyludzkich, troche o
psychologii, sporo o roznych relacjach spolecznych.

Troszeczke o tancu i sporo o muzyce.

Nowe sposoby myslenia, zalatwiania spraw, stawiania czola problemom, radzenia sobie z ludzmi, nowe idee.

Mnostwo o ekologii i jej sytuacji na swiecie.

Mnostwo spraw zwiazanych z informatyka.

A to dopiero 4 miesiace, ile można się nauczyc w rok ? Ciekawe, obym to wszystko przezyl w jednym kawalku i zdrowy :) Niedlugo, jakos w przyszlym tygodniu, rozpoczynamy z Francois, Ruth i chyba z Diana tez kurs Quichua :) Pierwszy język nie indoeuropejski. Zobaczymy jak się wszystko pouklada, ostatnio jestem troche sceptyczny i pesymistyczny, widzac tutejsza sytuacje i wszystkie problemy, ktorym musimy stawiac czola, od problemow technicznych (jestem tutejszym technikiem, wszyscy pokladaja we mnie nadzieje zwiazane z dzialaniem komputerow, które naprawdę dzialac nie chca), poprzez problemy z ludzmi, którzy nie chca wspolpracowac, polityke która tutaj wplywa na życie obywateli w znacznie większym stopniu poprzez niezdrowe relacje personalne, nasze realnie male mozliwosci dzialania i zaleznosc od relacji z ludzmi, często komplikowanych przez Ruth z jej wybuchowym charakterem (która przewodzi zawsze na spotkaniach i dominuje kazda grupe przez swoja latwosc w kontaktach, dopoki wszystko jest ok) (ale co czasem wychodzi nam na dobre). Ponadto Diana – ostatnio doszedlem do wniosku, ze ta sliczna dziewczyna, tak inteligentna, mimo tego ze czasem ma genialne pomysly, ma wode zamiast mozgu albo cos jeszcze innego i jest jednym wielkim balaganem myslacym tylko i wylacznie o sobie i o facetach, z ktorymi nie do konca sobie umie radzic – traktuje ich jak smieci, ale jeśli jej nie pozwola, daje się prawie calkowicie zdominowac i ogolnie rzecz biorac jest od nich kompletnie zalezna. I od innych osob tez, robi i mysli to, co inni jej powiedza, strasznie latwo na nia wplywac. I wspolpracowac jest z nia bardzo ciezko, bo ciagle ma cos lepszego do zrobienia niż praca. Jak glosi napis na jej bluzie, Pink Attitude. Pomimo tego bardzo ja lubie, bo jest wesola, rzadko powazna, jak przystalo osobie urodzonej 1 kwietnia :) I wnosi dużo zycia do naszej grupy.
Meczy mnie także ze nie mam czasu nawet poczytac o tym, co mnie naprawdę interesuje. Mam ksiazki, mam e-booki i gdzie je drukowac, ale nie mam czasu czytac.
No coz, tyle jeśli chodzi o male podsumowanie ostatnich miesiecy.

6 comentarios:

  1. Gratuluję decyzji o otwarciu tego bloga! Kibicuję i obiecuję czytać regularnie. Pozdrawiam!

    ResponderEliminar
  2. A ja Ci gratuluję Twoich doświadczeń i działań - z resztą wiesz sam ... Trzymam kciuki za powodzenie projektów, wiem że nie dasz za wygraną, obyś tylko jak już gadaliśmy przywiózł nam przyjaciela Jaśka w jednym kawałku, zdrowego i całego !

    Chciałeś "Wszystkiemu winien system" - pamiętasz - bo ja ją już dla Ciebie i dla siebie zamówiłem, jutro odbiorę mam nadzieję z Empiku (dwie sztuki) więc - wyślij mi w końcu adres na maila ;)

    Trzymaj się i pozdrawiam Cię (Milenka też),
    Przemek

    ResponderEliminar
  3. Brawo :) Decyzja o założeniu bloga świetna informacje w nim zawarte też fajne :)Oba poprzednie komentarze bardzo trafne :)
    Lukasz M.

    ResponderEliminar
  4. No, wybaczę ci chyba to długie milczenie - było co poczytac :) Wreszcie! Całusy - Mom

    ResponderEliminar
  5. Blog jest świetnym pomysłem, dużo szybszym w otrzymywaniu od Ciebie wiadomości niż maile :) Miło poczytac opowieści pisane Twoim językiem. Czekam na więcej. Poglądy i wdrażanie ich w życie godne nasladowania. Oby tak dalej. trzymaj się w jednym calym kawąłku w tym zwariowanym świecie :)

    ResponderEliminar
  6. wooooow !!!!
    kurcze nie wiem co napisac - moze tylko tyle ze cie rozumiem przezywajac " to samo" tylko na innym kontynencie
    uwazaj na siebie
    aga

    ResponderEliminar